Tytułowa zmyła to jednodniowa przerwa w pogodowej masakrze, która przed, a i częściowo za nami. Dzisiaj było nawet słonecznie, przyzwoicie jeśli chodzi o temperaturę (po ósmej rano, gdy ruszałem, około czterech stopni), wiatr silny na nieosłoniętych przestrzeniach, ale nie tak jak wczoraj. Dało się kręcić, nawet szosą, choć już walka z podmuchami szła momentami ciężko, więc wynik mocno średni.
Trasa to nic odkrywczego, klasyczne "kondominium" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Oczywiście w Luboniu, Komornikach i Mosinie odcierpiałem swoje w korkach z powodu przedświątecznej sraczki zakupowej, no ale co z tym zrobić, polski klasyk :)
Widoki ze śmieszki w Łęczycy coraz bardziej łyse - dość fajny kiedyś zagajnik wygląda już powoli jak pustynia, za to z dogodnym widokiem na puszki. Supcio. Z kolei na ddr-ce wzdłuż Świerczewa... Ok, niech będzie, rolkarze w sumie nie za bardzo mają tam gdzie się rozwinąć, więc zacisnąłem zęby i spokojnie wyprzedziłem z prawej po części dla pieszych, ale gdy kilkaset metrów dalej prawie rozjechałem jakiegoś ćwoka idącego po pasie rowerowym, oddzielonym wyraźnie od chodnika zielenią, z pyskiem w telefonie, już mi się brzydko mówiąc ulało i równie brzydko zwerbalizowałem konieczność wykonania owej czynności. W tym kraju i za sto lat ludzie się nie nauczą odróżniać piktogramu z ludzikami od tego z niemechanicznym pojazdem o dwóch kołach...
Komentarze (7)
JPbike - dokładnie... do tego wszystko tam rozjeżdżone ciężkim sprzętem, zanim tam przyroda wróci do równowagi, minie sporo czasu :/
Grigor - w sumie byłby to ciekawy patent :)
Lapec - a matki z wózkiem w jednej, a komórką w drugiej łapie to niemalże sprawcy katastrofy w ruchu drogowym :)
Ania - nie moja wina, nie biorę za to odpowiedzialności! :)
Uwielbiam rolkarzy przemieszczających się środkiem dedeerówy w tym samym kierunku co ja - tyle, że 2-3 razy wolniej, z obowiązkowymi słuchawkami na uszach, żeby nie słyszeć mojego dzwonienia, machających przy tym grabiami jak wiatrak holenderski. Uwielbiam nawet bardziej niż dzisiejszy wiatr, pod który pierwsze 40 km przyszło mi dziś dymać.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"