Miałem nadzieję, że nie będę już musiał być jego beneficjentem, ale
niestety, nie ma tak lekko. Zima nie chce odpuścić, dziś
zmasakrowała mnie nie tyle temperatura, bo ta była jeszcze całkiem
przyzwoita (plusowe zero), ale koszmarnie zimny i mocny… kto, no
kto, łapki w górę? Ano, wiatr. Przemarzłem ja, przemarzły mi
stopy, przemarzła dusza, która myślami była nie na rowerze, a w
jakimś ciepłym pomieszczeniu, gdzie unosiłby się aromat kawy… W
sumie chyba tylko to trzymało mnie przy życiu :) A wspomniane
skarpetki nie pomogły – widocznie program wsparcia jest
nieefektywny.
Trasa to w tę i z
powrotem, z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny,
Żerniki, Tulce, Gowarzewo i Siekierki do Paczkowa, gdzie zawróciłem
na wysokości przejazdu kolejowego, oczywiście zamkniętego.
Kręciłem znów starą szosą, która coraz bardziej trzeszczy,
stuka i piszczy, obawiam się, że to ostatnie jej podrygi, a pewność mam co do suportu, tak zapieczonego - niczym rasowy lechita na widok
legionisty - że praktycznie nie da się już go wymienić. Jednak póki powoli, bo
powoli, ale da się na tym czymś posuwać do przodu, korzystam, choć wynik tego wypadu jest jedną wielką mentalną masakrą - dość
napisać, że w połowie dystansu moja średnia oscylowała w
okolicach 22 km/h, a odrobienie tego nawet do granicy poniżej
krytyki łatwe nie było, tym bardziej, iż po drodze miałem las,
Starołękę oraz rozkopane Gowarzewo, gdzie aktualnie więcej jest
szutru i dziur, niż asfaltu.
Ale spoko… Jutro
ma być jeszcze gorzej, bo nad ranem zapowiadają solidny minus, a na
dzisiejszy wieczór opady śniegu, co oznacza, że przed pracą
znów zapewne przywitam się z chomikiem i ziomalami ze wspominanego
niedawno serialu o templariuszach. W końcu mają jeszcze sporo duszyczek do
wyrżnięcia w imię Boga, choć przyznać trzeba, że akurat w poruszanych tu wątkach są w tym najczęściej powściągliwi :)
Komentarze (10)
No niestety.. a to byłby jedyny jego autorstwa, który by mi odpowiadał - zapas skarpet narciarskich dla rowerzystów :)
Już nie po raz pierwszy się przekonuję, że Poznań ma specyficzny mikroklimat. Choć znając życie, jak dodam ten komentarz to jutro śnieg będzie mi sięgał do okna :)
Z drugiej strony - jak myślę o tym wietrze to... może i lepiej.
Prószy już śnieżek? U nas bałwaniarski armagedon: miałem dziś rzadką okazję jechać jako pasażer czterema kółkami - przejechanie ok. 7 km zajęło... 70 minut :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"