Mogło być gorzej :)

Niedziela, 25 lutego 2018 · Komentarze(6)
Nie było tak źle, jak być powinno, jeśli wzięłoby się pod uwagę jedynie alarmistyczne prognozy naszych pogodynek i pogodynków (o, słownik podkreśla mi to ostatnie słowo - dyskryminacja!). Wyruszyłem w temperaturze pomiędzy minus siedem a sześć, natomiast wracałem przy czterech na minusie, które można w sumie uznać za komfortowe, do tego nie padało, mogłem więc śmiało osiodłać szosę. Oczywiście moje wrażenia są szukaniem pozytywów na siłę, bo chyba tej zimy jedyne to mi pozostaje, żeby nie mieć pokusy rzucenia roweru w piz... eeee.... w kąt :)

Były jednak dwa minusy, zresztą te wymieniane przeze mnie najczęściej. Numero uno - miasto, którego przejechanie mimo niedzieli kosztowało mnie nie tyle wiele nerwów, ile pozwoliło podszkolić umiejętności w stawaniu i ruszaniu w nieustających interwałach, sponsorowanych przez czerwoną falę. Numero dos - wiatr, taki, że w ciepłych warunkach uznawany byłby przeze mnie za prawie niebyły, ale dziś konkretnie mnie schłodził, do tego tak jak on tylko potrafi zmieniał kierunki, dzięki czemu najpierw miałem go w pysk, potem faktycznie przez jakieś pięć kilometrów w plecy, ale potem już albo z boku, albo w ryj, co przełożyło się na słabiutki wynik finalny. No nic, nadzieja w tym, że to zaprocentuje wiosną, choć w sumie nie wiem po co, skoro się nie ścigam i nie zamierzam :)

Trasa to kółeczko z Dębca przez Górczyn, Jeżyce, Golęcin, Suchy Las, Złotniki, Sobotę, Rokietnicę, Kiekrz, Przeźmierowo, Wysogotowo, Skórzewo, Junikowo, Plewiska i do domu. Jak to w w weekend - drogi generalnie puste, ale zdarzył się na Obornickiej klasyczny Sebix w stuningowanym i prykającym Golfie, który z niezrozumiałych powodów raczył pogłaskać mi uszy dźwiękiem klaksonu. W odpowiedzi otrzymał kilka nawiązań do szlachetnej łaciny :)

A skoro już jesteśmy przy ulicy Obornickiej... Na samym jej końcu, zaraz przed granicą z Suchym Lasem, znajduje się wiadukt, upstrzony oczywiście klasycznie po polsku gównościeżką. Jest tam jednak jedno "ale"...

...gdyż, jak kiedyś zauważył jeden z redaktorów "Rowertouru", widoczny znak pionowy postawiony jest zgodnie z przepisami, po prawej stronie, jednak nie śmieszki, a... ulicy. W związku z tym zawsze (prócz dzisiejszego wypadu, bo chciałem zrobić fotę) jeżdżę asfaltem, no bo przecież skoro mi taką wygodną drogę wybudowali, to aż żal nie korzystać. Pytanie tylko co robią tam te cholerne samochody? :)

Komentarze (6)

Na studiach bardzo lubiłem logikę, raczej nie miewam z tym problemu :)

Trollking 20:27 niedziela, 25 lutego 2018

I to jest logiczne ! :)

Jurek57 20:25 niedziela, 25 lutego 2018

Jeszcze nie widzę. Zobaczę, jak mi się zechce znów tam pojawić (nieprędko) :)

Trollking 20:21 niedziela, 25 lutego 2018

A widzisz ... :)

Jurek57 20:19 niedziela, 25 lutego 2018

Nie, bo wtedy będzie tylko przy zjeździe :) A teraz sobie pomyślałem, że muszę przyjrzeć się, jak ustawiony jest znak od strony Suchego Lasu, bo tam też jest taka sama gównościeżka.

Trollking 20:13 niedziela, 25 lutego 2018

Nie bądź Tomek taki detaliczny ... !
Znak się obróci o 180 st. i będzie git. :)

Jurek57 19:28 niedziela, 25 lutego 2018
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa terst

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]