Dzień śnięty
Zaryzykowałem kurs starszą szosą, czego dziś nie żałowałem - w kontraście do wczoraj było sucho i całkiem przejezdnie, tak jak lubię. Wiatr powoli wraca na swoje standardowe pozycje, choć dziś był jeszcze dość łaskawy, ale znów bawił się w cichacza - gdy chciałem się kilka razy rozpędzić, to dawał mi się rozkulać gdzieś do poziomu 40+, ale już powyżej nagle włączała mu się jakaś kontrola rodzicielska i mnie blokował, więc znów mój Vmax jest poniżej krytyki, a średnia po prostu słaba.
Trasa minimalnie dłuższa niż zazwyczaj, bo mogłem sobie na to pozwolić (choć i tak byłem lekko ograniczony czasowo). Zacząłem na Dębcu, potem wycierpiałem swoje w Luboniu, dotarłem do Puszczykowa, skierowałem się na Rogalinek oraz Rogalin, Mieczewo i Kórnik, w nim skręciłem do Krzyżownik, skąd stałym szlakiem dotarłem przez Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński do domu. O właśnie tak.
W Puszczykowie DDR-ka wciąż może służyć do szkolenia umiejętności przez zawodników mtb. Kiedy ktoś się za nią weźmie (a najlepiej - skasuje)? Pewnie nieprędko.

Z kolei całą śmieszkę w Łęczycy przejechałem i dziadygi nie spotkałem (joł!). Jednak w przyrodzie nic nie ginie, i jak nic ukazał mi się on w całej okazałości, właśnie w Puszczykowie :) Zdjęcie nieostre, bo robiłem z daleka i musiałem zzoomować, a sam obiekt nagle zatrzymał się, gdy go wyprzedzałem, jak sądzę nieprzypadkowo.

A tu podobnej jakości obrazek z okolic Mieczewa - kierowca, grzybiarka oraz dziadyga (inny). Polska w pigułce (prawdopodobnie anty).

A tak poza tym to nudno :) Nawet nikt nie chciał mnie przejechać. W sumie to chyba dobrze.
Prognozy mówią, że jutro ma wrócić śnieg z deszczem plus silny wiatr. W związku z tym, że będę musiał być wcześniej w pracy, zakładam, że nie uda mi się pokręcić. Życie. Albo raczej rzyć.








