Miałem zamiar dziś się wyspać, bo wolny dzionek należy właściwie celebrować, ale grubo przed dziewiątą rano dostałem smsa z serwisu, że cross jest do odebrania wcześniej niż sądziłem (bo nastawiałem się na popołudnie) i postanowiłem sobie lekko przeorganizować plany. Szybka kawa, zerknięcie na termometr (znów zimno) i w drogę. Ale jeszcze nie po rower, a najpierw wykonać obowiązkowe pięć dych. Udało się - o dziwo - szosą.
Wiało skromniej niż wczoraj, co nie oznacza, że słabo (wręcz przeciwnie), ale za to bardziej przejmująco. Czyli po prostu zmarzłem. No nic, podobno wciąż mamy styczeń, jestem to jakoś w stanie zrozumieć :) Wykonałem "muminka" - z Dębca przez Lasek Dębiński, Starołękę, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń do domu. Wolno, bo wolno, ważne, że zrobione. A na śmieszce w Łęczycy... znów dziadyga! Ale dziś bezstykowo. Coraz bardziej zaczyna mi się wydawać, że on tam gdzieś mieszka w krzakach i wyskakuje na widok kolarzy na DDR-kę niczym kundelki startujące zza płotów. Ten przynajmniej nie szczeka. Czy gryzie - nie wiem :)
Zrobiłem dziś szosie fotę na tle koniny. Zainteresowanie mną było umiarkowane, bo jak widać na górce w tle, zbliżają się walentynki :)
Komentarze (6)
Hehe :) No ale nie da się ukryć, że w poznańskim zoo (nowym) są dogodne warunki :)
Dla ścisłości . Ośla para miała złą prasę u matek z dziećmi. A radny PiS "interweniował" po ich donosach na "kochanków". W ZOO w Nowym Tomyślu 25 lat temu pewien szympans publicznie onanizował się i też źle skończył. Podobno trafił tam z Poznania za obyczajność. W ogóle publiczny seks w ZOO źle się kończy nie tylko dla zwierząt. Chyba :)
Dobrze kojarzysz :) Niestety skończyła się rozpusta - oślica już odeszła w zaświaty, więc zgorszenia brak :/ Podobno została przekarmiona chipsami po "reklamie" seksafery autorstwa radnych PiS i zmarła z przetłuszczenia jakichś tam organów.
A propos Końskiego Szczytu: czy to właśnie nie w poznańskim ZOO onegdaj osiołki wywołały zgorszenie przedstawicielki (jedynej) słusznej części (braku) klasy politycznej? Tak coś sobie kojarzę, choć przez (niesmoleńską) mgłę...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"