Zawsze gdy zimą patrzę za okno i widzę - tak jak dziś - temperaturę w okolicach minus pięciu stopni, moja motywacja do jazdy nagle dziwnie spada. Zupełnie nie wiem czemu. Jakieś podpowiedzi? :)
No ale cóż - rower sam nie pojedzie. więc trzeba się było zmobilizować. Pomogła mocna kawa oraz świadomość, że wczesnym popołudniem muszę być w pracy, jak również wewnętrzny gnojek o ksywie "mus". I nie chodzi o to coś z owoców.
Nooo... lekko nie było. Ale paradoksalnie lepiej niż wczoraj czy przedwczoraj, gdy było ciut cieplej. A to dzięki podmuchom, których moc lekko (powtarzam: lekko) spadła, choć i tak wiatr z południowego wschodu zrobił ze mnie małą miazgę. I to mimo, że trasę starałem się wybrać jak najbardziej "udrzewioną": Dębiec - Starołęka - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luuuuuuuuuboń (ilość "u" jest wprost proporcjonalna do zawartości czerwonego światła oraz korków) - Poznań. Dziś bez zdjęć. bo wyjęcie łapy z rękawiczek groziło tym, że do odzyskania czucia w palcach musiałbym użyć jakiegoś palnika, a wyjątkowo żadnego nie wiozłem ze sobą :)
Od jutra podobno śnieg i inne takie wracają. Zapowiada się przerwa w kręceniu :/
Komentarze (8)
Huann - wieczna wietrzność, skąd ja to znam :) Zmarzlinę na szczęście mniej.
Mateusz - ja też się nie chciałem decydować, ale zanim się spostrzegłem - już kręciłem :)
Jakbym zamarzł, to by mi się nie wydawało, bo bym był zamarznięty. Czyli, nawet jeśli mi się wydaje, że nie zamarzłem, to i tak nie zamarzłem, bo mi się wydaje!
Przez ostatnie 3 dni też trochę marzłem w dłonie - ale jeżdżę tylko w cienkich windstopperach z nałożonymi na wierzch letnimi bezpalczastymi. Tudzież w dwóch koszulkach oddychających i bluzie z power-stretchu. Bez czapki, tylko w opasce z windstoppera. Jednej parze spodni ze średniej grubości pseudopolaru. Jednej parze skarpetek. Adidasach. Jezus Maria - ja jeszcze nie zamarzłem?!? JAK TO??!! :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"