Tupu tup...
Była więc motywacja do sprawdzenia, czy nie puści gdzieś na trasie. Problem był jeden - pogoda. Co prawda w momencie, gdy ruszałem, czyli przed dziewiątą, niebo było jedynie zachmurzone, co dawało nadzieję na przejazd o suchej oponie, ale chwilę później zaczęło delikatnie sypać. Na tyle delikatnie, że nie zdecydowałem się na powrót i zamianę szosy na crossa. Jedyne co, to całkowicie odpuściłem szarżowanie i kręciłem nad wyraz ostrożnie, w każdy zakręt wchodząc uprzejmie i kulturalnie. No i obyło się dzięki temu bez gleby, nawet gdy gdzieś w połowie drogi sypało już konkretnie. Co przy temperaturze bliskiej zera było pewnym wyczynem.
Trasę wykonałem na zachód: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Podłoziny, tam nawrotka - znów Dopiewo i Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska i do domu. Wiatr skutecznie stopował, co w połączeniu ze śliskimi drogami dało dzisiejszy skandaliczny wynik. No ale najważniejsze, że pokręcone.

Jeszcze na szybko podsumowanie paskudnego listopada: prawie 1520 kilometrów, crossem zamiennie z szosą i masakrująca średnia 27,3 km/h. No ale nie ma lekko - chce się jeździć, to trzeba cierpieć.
A co do śniegu... W sumie wolę, gdy tak jak dziś sypie nie aż tak mocno, niż miałoby lać. Poza tym śnieżek jest smaczniejszy :) W hołdzie mu piosenka. No to: tupu tup... :)








