O dzisiejszym wyjeździe postaram się w skrócie, bo przyjemności w tym było tyle, ile podczas popijania bełta, na przykład o smaku czekoladowym, nieprzefiltrowanym denaturatem. Gdy wyjeżdżałem lekko po dziewiątej rano (bo do pracy trzeba było iść) kreseczka na termometrze pokazywała zaledwie dwa stopnie, natomiast pierwszy zimny podmuch zamienił mi nos z kartofla na pomidora, przynajmniej w temacie zabarwienia. A to i tak był niezły początek, bowiem to, co ze mną zrobił na otwartych, polnych przestrzeniach, śmiało można nazwać brutalnym gwałtem. Więc i ja mogę śmiało napisać - me too :)
Trasa to kółeczko z Dębca przez Plewiska, serwisówkami do Dąbrówki, potem Palędzie (obowiązkowe kilka minut pauzy na przejeździe kolejowym), Dopiewo, Więckowice, Sierosław, Wysogotowo, Skórzewo, znów Plewiska i do domu. Tyle i ani słowa więcej, bo już samo przekroczenie progu mieszkania było dla mnie radością niezmierną :) Gdy latem marzyłem o jesieni to tęskniłem za taką, która trwa sobie przynajmniej do początku grudnia, a nie zamienia się w zimę pod koniec października. Choć i tak mogło być gorzej, gdyż w Warszawie podobno śnieg jak co roku zaskoczył... rowerzystów.
Pod sam koniec wypadu wyprzedziło mnie takie oto coś: Auto jak auto, prykało strasznie, jak to Lamborghini, mnie takie zabawki nie ruszają, za to wielki, ale to wielki uśmiech na moim ryju pojawił się na widok naklejki widocznej z prawej strony: Idealnie w punkt :) Na lepsze podsumowanie zasad i kryteriów przyznawania owej rządowej pomocy póki co nie natrafiłem. Choć może coś jest na rzeczy, bo po chwili kierowca skręcił na parking widocznej w tle Biedronki, pewnie w celu zakupu bułek z margaryną dla głodujących dzieci :)
Może to jeszcze zależeć od stopnia zużycia oraz kompletności (np. cała Merida v ćwierć zderzaka Lamborghini). Tak, czy siak - Pięćset plus, a nie minus ;)
Śmiem twierdzić, że zakup używanej Meridy ciut mniej obciąży portfel niż używanego Lamborghini. Ale mogę się mylić, bo ani jednego, ani drugiego nie posiadałem :)
Putin - "oni" chyba tylko czasem na to czekają :) Nutka adrenalinki od rana i dzionek ustawiony :)
Bitels - niektórzy to są zaskoczeni, że jest zima, potem, że jest wiosna, a najbardziej, jak jest lato, bo wtedy udaje im się rozpędzić na prostej i... buuum :)
Huann - raczej nie :) moja Żona używa czasem słowa "uślabrać", ale częściej swojskiego "usyfić się" :) Są też wersje niecenzuralne, ale nie będę tu przytaczał :)
No u nas też w nocy pośnieżyło, rano już wszystko natomiast było panta brejalne. Mimo to, podczas 40 minut spaceru do p., na odcinku 4.5 km naliczyłem 32 rowerzystów, którzy postanowili sobie (a niektórzy NextBike''owi) uflagać napęd ;p Czy w P-niu też się używa przy takich okazjach słowo "uflagać"?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"