Literówka w tytule jest jak najbardziej zamierzona :) Rześko było, i owszem, ale to "zi" jak "rzeź" odnosi się głównie do wiatru, który skutecznie mnie dziś (de)motywował do jak najszybszego powrotu do domu. No ale że mamy okres roku, który do ciśnięcia na pedały zdecydowanie nie zachęca, to po prostu próbowałem utrzymać się w pionie. Udało się jako tako - czyli dotarłem cały. O dziwo również wpasowałem się idealnie w okienko pogodowe - zaczęło padać kilka minut po tym, gdy już zaparkowałem w chałupie.
O trasie rozpisywał się nie będę, bo była z grubsza taka sama, jak wczoraj - "kondomik" - tylko że od tyłu: Poznań - Luboń - Komorniki - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań. Dziś jest pewien dzień. Jaki? Taki, który powinien dać nam do myślenia. Krótki filmik o nim, koniecznie z głosem.
Huann - na szczęście pewnie jest ich więcej niż mieszkańców...
JPbike - nie :) akurat złapałem może z minutę świecącego słońca i wyszło jak wyszło. To odcinek pomiędzy Łodzią a Dymaczewem, przed hopką. Zatrzymywałem się tam z pięć razy, bo chciałem sfocić myszołowa, który mi latał nad głową, ale oczywiście się nie udało. Pozostało podziwiać majestat :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"