W związku z faktem, że na termometrze widniały dziś całe trzy stopnie na plusie, mieliśmy imieniny Noego i Hezychiusza, dokładnie 28 lat temu przestał istnieć "Dziennik Telewizyjny" i powstały "Wiadomości" (choć ostatnio coś jakby się cofnęło do stanu pierwotnego) oraz obchodziliśmy Dni Urodzin Sułtana w Uzbekistanie, wykonałem znaną i lubianą trasę, czyli po prostu "kondomika" w wersji od Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Stęszew i Komorniki do Poznania. Bez kombinowania i takich tam komplikacji :) Wiatr solidny i zimny, ogólnie ponuro, więc kolarzy mało, jednak kilku się znalazło i szacuneczek dla nich.
Chciałbym napisać, że obyło się bez przygód. No ale musiałbym przemilczeć kilku kretynów biorących mnie na gazetę oraz jednego troglo, któremu tak się spieszyło, że wyprzedzenie paru samochodów mimo podwójnej ciągłej oraz mnie kręcącego z naprzeciwka, znów (znów!) z konieczności dla bezpieczeństwa dającego po hamulcach, wydawało się czymś oczywistym. Ponownie po takich dniach nachodzi mnie refleksja, że może uważamy się za kraj prawie zachodni, a w sumie jesteśmy takimi farbowanymi Rosjanami, tylko udającymi bardziej cywilizowanych. I w sumie nie rozumiem, czemu rozpadł się sojusz radziecki, skoro Polska tam idealnie pasowała ze wschodnią mentalnością. Gdy jeszcze usłyszałem w radio o nocnym wypadku w Swarzędzu, gdzie pijany gówniarz w BMW rozwalił samochód i przy okazji spalił swojego kumpla, który znajdował się w bagażniku (!) jako siódmy (!!!) pasażer, tym bardziej utwierdziłem się w swoim zdaniu.
Gorzko dziś? No gorzko. Mimo że nasypałem sobie dodatkową łyżeczkę cukru do kawy. To dla poprawy nastroju - jutro ma padać deszcz ze śniegiem i bardzo mocno wiać. Hurra! :)
Komentarze (2)
Zniechęcić to zniechęcało, ale samo się nie wyjeździ... :)
Aż się wierzyć nie chce jacy kierowcy poruszają się po naszych drogach :/. Jedna wielka paranoja! Chłodno dziś było, niezbyt przyjemnie, ale jak widać nie wszystkich to zniechęciło do jazdy :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"