Z zapowiadanych na dziś: deszczu i wichur, realne okazały się: mżawka i całkiem mocny wiatr. Czyli w sumie lajcik i należałoby się cieszyć. Prawie tak to odczuwałem, choć jak wiadomo prawie robi swoje :) W każdym razie o jeździe szosą nie było dziś mowy i wybrałem się w drogę crossem.
Sześć stopni - to już jest malutkie (ale malutkie) wyzwanie. W konfrontacji z plus trzydziestoma wygrywa u mnie jednak w przedbiegach. Wymyśliłem sobie na dziś trasę na zasadzie miksa, czyli połączenia dwóch wcześniejszych elementem, przy którym dawno nie byłem. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, tam odstałem swoje, potem przez Wiry i Komorniki do granic Stęszewa, żeby z niego odbić w bok, do Dębna, gdzie na chwilę zatrzymałem się obok jeziorka o tej samej nazwie. Tu czekał mnie kawałek hardkora - bowiem odcinek do Trzcielina przez Joankę zawsze potrafił przypomnieć o niewyleczonych zębach. Nic się niestety nie zmieniło, choć jest nadzieja, bo budują kolejny fragment S11 i zrobiono kawałek asfaltu bez dziur. Zawsze coś. Potem już klasycznie: Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive tu.
Skończyłem słuchać "Zapisane w wodzie" Pauly Hawkins. I cóż... to jej "dzieło", jak i wcześniejsza "Dziewczyna z pociągu", nie pomagają mi walczyć z wewnętrznym stereotypem, który nauczył mnie, że z czym jak czym, ale z pisaniem kryminałów rzadko której kobiecie idzie dobrze :) Choć w wersji audiobookowej dało się wytrzymać, bo nagrano to całkiem solidnie. Ale gdzie mu tam do tego, co zapodałem sobie później, czyli genialnie sporządzonego słuchowiska na podstawie reportażu Rafała Molendy o jednej ze zmian podczas misji w Afganistanie z lat 2012-2013. Nazywa się to "Błękitna pustynia" i było nominowane do odpowiednika europejskiego Oscara w klasyfikacji produkcji radiowych i telewizyjnych. Po trzech rozdziałach wcale się nie dziwię - Więckewicz jako narrator plus zestaw godnych aktorów, a w tle bardzo autentyczne odgłosy wojenne to jest to. Polecam.
Komentarze (16)
Zapamiętam :) szkoda tylko, że nie ma audiobooka, bo ledwo wyrabiam się ze średnią 1, max 2 książki na miesiąc w papierze. A półka z zaległościami wciąż rośnie. Słuchanie idzie szybciej :)
No, przedwojenne brytyjskie domy starców nadal były lepsze niż współczesny polski hotel (nie licząc wifi i tv, no ale wtedy jeszcze nie wymyślono). Czytając tę książkę sama bym się tam zapisała. "Tajemnica Wawrzynów" spodobała mi się najbardziej. :D
Bardzo fajna seria, polecam. Poznajemy ich w momencie wojny, kiedy są młodymi ludźmi i każdy tom prowadzi nas ku ich starości, ostatni tom to zbrodnia w domu starców. :)
Najbardziej lubię duet Tommy&Tuppence;, dopiero potem Marple i Poirota, będąc w ciąży przeczytałam niemal wszystko, czego nie czytałam wcześniej (chyba że nie było w bibliotece). Chmielewską czytałam nałogowo w pierwszym roku życia mego dziecka, jedną ręką bujałam wózek, drugą trzymałam książkę. ;)
Huann - tak, to 5 jest fajne, do 20 na plusie nawet też. Powyżej ja staję się obleśny, bo paruję :)
Bitels - i bardzo dobrze! Pytanie co usłyszała osoba po drugiej stronie słuchawki :)
Ania - ano! :)
Lavinka - Chmielewskiej nigdy nie dałem rady w całości przeczytać, natomiast Christie owszem, to klasa sama w sobie. Choć ja akurat wolałem Poirota od Murple :) Z polskich "kryminalistek" lubię Joannę Jodełkę, bo ma męski język pisania :)
Putin - Mors ostatnio w ogóle nie pływa, ale faktycznie - to raczej za ciepło dla niego :)
Jurek - no tu nawet wyjątkowo nie zamierzam polemizować, a się zgodzić bez gadania. Są tematy, w których jest tylko jedna prawda.
Rozmawiałem ... kiedyś długo z autentycznym uczestnikiem akcji "Wisła" ! Gdyby z tego co się tam działo zrobiono reportaż to śmiem twierdzić że dzisiejsze relacje z "okopów" można by czytać dziatwie przed snem.
Z pisarek kryminałów uznaję tylko Chmielewską (i to starą, młodsze książki były najczęściej słabe) i Agatę Christie (Poirot słabszy, ale reszta super). :)
A mnie dziś o mały włos nie przejechał na przejściu dla pieszych jakiś ciul za kierownicą z telefonem w łapie. Dostał taką wiązankę, że uciekał aż się kurzyło mimo mokrego asfaltu :)
Znam kilku Molendów osobiście, ale akurat o tym (ani tego;) nie słyszałem. Co do temperatury (nie mżawki!), to pomiędzy plus 5, a plus 15 właśnie rozciąga się moje rowerowe optimum termiczne: ani się człowiek zanadto nie zagrzeje, ani nie zasmarka - więc i dyżurne rękawiczki rowerowe pozostają dłużej nieobleśne :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"