NAG
Dziś było o wiele, wiele lepiej. Oczywiście nie oznacza to, że było przyjemnie, co to to nie :) Podmuchy jeszcze mocne z zachodu, ale po ostatnich doznaniach uznałem je jedynie za standardową upierdliwość. Oczywiście nie pozwoliły na uzyskanie dobrej średniej, jednak przynajmniej dało się poruszać do przodu, a nie walczyć o to, żeby się nie cofać.
Trasa (zalecam spojrzenie na Relive) zaiste skomplikowana: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - serwisówki - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - Zakrzewo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Plewiska - Górczyn - dom. O tym, że robię błąd kierując się na Junikowo uświadomiłem sobie po fakcie, gdy zakwitłem już w okołocmentarnych korkach, ale tak poza tym nie narzekałem na ruch. A nawet muszę dziś pochwalić kierowcę ciężarówki firmy Dolata, bodajże z Dąbrowy, który sam z siebie przepuścił mnie, gdy czekaliśmy na podporządkowanej, dzięki czemu mogłem szybciej wbić się do ruchu. Brawa - rzadko chwalę takie zachowania, więc tym większe.
A skoro zacząłem od shit hopu, gatunku, do którego mam stosunek przerywany... Są chlubne wyjątki od reguły i ludzie, którzy w nim coś do powiedzenia (i to sensownie oraz wprost - polecam drugi utwór), więc zareklamuję człowieka, który nagrał niedawno rewelacyjną (jak na moje standardy) płytę, katowaną ostatnio dousznie. A że to człowiek z Dębca, to... Tym bardziej :) Jeśli ktoś ma za dużo czasu... zachęcam do posłuchania :)








