Presadistic :)
Gdy na dworze zalegały jeszcze kałuże, osiodłałem crossa, mając w głowie opcję wcześniejszego powrotu z powodu potencjalnego deszczu lub defektu na trasie. Jak na złość, raz jedyny w życiu, gdy bym sobie tego życzył, nie zdarzyła się awaria ani mnie nie zlało. Wszelkie nadzieje na znalezienie wymówki od pojawienia się na fotelu sadystycznym prysły :)
Wykonałem glizdę (nie gluta!) w tę i z powrotem, z małymi jedynie korektami - najpierw z Dębca do Plewisk, tam skręt w kierunku serwisówek, Dąbrówki, Palędzia, Dopiewa, dokrętka do końca świata w Podłozinach, nawrót i już prawie tak samo, ale z zaliczeniem Gołusek.
Nie dość, że wiało jak cholera (a ma wiać jeszcze mocniej... no i padać), było dość nieprzyjemnie, to jeszcze wszystkie drogi na zachód od Poznania były jakimś drogowym koszmarem z powodu poranno-nocnego wypadku na A2, który ją całkowicie zablokował i ludzkość poruszała się objazdami. To jest w ogóle kompletny hit tego naszego trzeciego, mentalnowschodniego świata - dwa szerokie pasy ruchu, jeden awaryjny, ruch teoretycznie bezkolizyjny, bo oddzielony od siebie, a i tak co kilka dni na różnych odcinkach (głównie na tym bezpłatnym) pod Poznaniem słyszę o kolizji zmieszanej z wypadkiem i odwrotnie. No łapy opadają.
Dobrze, że czasem można skręcić do lasu, żeby znaleźć się u siebie i wśród swoich :)
A u dentysty było jak zwykle. Wesoło :)








