Ciężko mi się dzisiaj jechało. Niby prawie bezwietrznie, ale powietrze jakieś takie zawiesiste i zatykające, że jakiekolwiek myśli o walce w temacie średniej tłumiłem w zarodku. A może to zarodek tłumił mnie? Nieważne, grunt, że znów jechałem tylko po to, żeby dojechać i nic więcej.
Trasę wykonałem tę z serii "AntyDDR-kowy muminek", tyle że odwrotnie niż zazwyczaj, zaczynając od Lubonia przez Wiry, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Daszewice, Babki, poznańską Głuszynę, Koninko, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu. Przed Głuszyną przypomniałem sobie, że obiecałem kumplowi. iż przy okazji wpadnę wziąć pendrive w celu nagrania kilku ściśle tajnych rzeczy. Szybki telefon w celu zapytania, czy jest w domu (o dziwo był), ustalenie szczegółów (cud, że się dogadaliśmy, bo podobno podczas rozmowy w czasie jazdy przez słuchawki można było usłyszeć głównie coś w rodzaju "szzczczczzjesteszczzcczzbędszzczzcpiętnaśszczminut") i kilkanaście minut później miałem już w kieszonce... przenośny dysk twardy, bo kolega zagubił mniejszy nośnik. Dobrze, że nie laptopa, albo - gdyby akcja działa się kilkadziesiąt lat temu - komputer Odra. Bo bym musiał wozić ze sobą mobilną wersję Titanica :)
Przez urlop przeoczyłem fakt przekroczenia piętnastu tysięcy kilosów w tym roku. Niniejszym nadrabiam tę informację, zapewne najbardziej istotną w historii ludzkości. Kolejne będzie info jak zapewnić sobie nieśmiertelność, ale tu jeszcze brakuje mi kilku szczegółów, więc dam znać, gdy je poznam ;)
A od jutra podobno znów deszcze :/
Komentarze (11)
No na te ostatnie szans nie ma, mogę zagwarantować. Chociaż to :)
No to życzę, żeby nie lao jak w Laosie i żeby udało się wykręcić np. symetrycznie ozdobne nie tylko 16 666,61, ale np. 17 890,09871! Osobiście widziałbym nawet 18 765,56781. Albo po prostu 20 k ;)
Huann - a kto wie? :) Ale w sumie sam nic nie wiem, bo jak będzie tak lało jak dziś i znów nie będę kręcił (jak dziś) to skończy się wynikiem takim, jaki mam do dziś :)
Bobiko - bywało już więcej :)
Ania - a dzięki :) tak jak pisałem już wielokrotnie - to głównie wynik tego, że póki co mogę sobie ustawić tak pracę, żeby czas na rower się znalazł. Więc korzystam :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"