Elegancko
Najpierw się wyspałem, potem zjadłem domowe śniadanie, jeszcze trochę poleniuchowałem, aż w końcu zauważyłem, że nie pada. No to co - zielone światło od Żony, zaprzęgnięcie crossa i w drogę. Pierwsze co mnie spotkało po wyruszeniu to... deszcz, ale na szczęście już nieduży, poza tym po chwili zniknął. Wiatr niespecjalnie silny, ale jakiś taki niezdecydowany, więc - co nie szokuje - nie pomógł mi dzisiaj w ogóle.
Pojechałem po prostu na południe, w kierunku Lubonia. Tam niespodzianka - z racji tego, że oddano do użytku wiadukt na styku z Łęczycą, zamknięto drogę z Wirów, którą kręciłem. Oczywiście - jak to w Luboniu - nie racząc poinformować o tym jakimkolwiek znakiem wcześniejszym niż ten przed samymi zasiekami. Ale że się wracać nie lubię, to pokonałem je tak, jak się pokonuje zasieki, na wszelki wypadek w kluczowym momencie zamykając oczy, żeby nie być świadkiem tego procederu :) A sam wiadukt doczeka się mojej osobnej recenzji, bo już widzę, że będzie tam rowerowy bubel - jak to Luboniu. Poczekam jednak do momentu, gdy go oficjalnie ukończą, bo na razie zalega tam masa, a jak!, kostki brukowej. Już się "cieszę" :/
Potem już bez suprajsów - Puszczykowo, Mosina, objazd przez Krosno do Żabienka i Żabna, tam skręt w kierunku Baranówka przez Rogaliński Park Krajobrazowy. Prz nim się na chwilę zatrzymałem, więc przy okazji zapraszam do odnalezienia wątku smoleńskiego na poniższej fotce :)

Przez Krajkowo wróciłem do Mosiny, gdzie cyknąłem jeszcze fotę najbardziej znanego mieszkańca tej miejscowości - niejakiego Eleganta z Mosiny :)

No i swoimi śladami przez Puszczykowo oraz Luboń dotarłem do domu. Ostatni dzień urlopu uznaję za odbyty. I tu powinien być emotikon oznaczający rozdzieranie szat. Ale go nie ma, więc w zamian Relive :)








