Dobra, koniec pastwienia się nad "teorią TIR-a", wróćmy na ziemię - wiatr to wiatr :) Tym bardziej, że dziś wyjątkowo udawało mi się z nim współpracować, chłopak zdecydowanie wyluzował (czyli był maksymalnie umiarkowany) i w miarę logiczny co do kierunku. Za to dwa ostatnie dni obśmiechujek mogły skończyć się dla mnie tragicznie, gdyż w Mosinie jeden z kierowców-tirowców chciał się prawdopodobnie zemścić poprzez zrobienie ze mnie marmolady, przy użyciu tylnej naczepy na nowosolskich blachach. Nie dość, że wyprzedził mnie na gazetę, to jeszcze jego wielgachną dupę miałem dosłownie o milimetry od lewego ucha. Nawet zacząłem go gonić, ale niestety - poległem na światłach.
Warunki pogodowe były bardzo ok, a sama jazda sympatyczna i przyjemna niczym wyraz twarzy woodstockowicza po znalezieniu namiotu dilera. Wykonałem "kodomika" od najlepszej strony, czyli: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań. Pierwotnie trasa miała być inna, a powrót swoimi śladami, ale gdy już przedarłem się przez Lubońskie "ułatwienia" dla rowerzystów to odechciało mi się przerabiania tego samego drugi raz i zmieniłem plany. Nie żałuję. Im mniej Lubonia w życiu, tym zyskuje ono więcej barw :)
Komentarze (13)
No to mam idealne podsumowanie sposobu myślenia polskiej prawicy. Sensu nie ma, ale się rymuje, więc powtarzamy jak baranki, bez chwili refleksji :)
Jak napisałeś o tym Rychu to mi się przypomniało, że miałem Cię zapytać o genezę ksywy Swetru. Czy jego powstanie ma jakąś sensowną podstawę, czy to sprawka jakiegoś prawilnego heheszka, z tych zabawnych inaczej? :)
Ja widziałem, ale jechała na wstecznym podczepiona pod będący w onczas z tyłu ciągnik. Ostatnio wszystko mi jeździ nie w tę stronę. Jak w końcu zadzwonię po policję, to wykręcę 799. Też przyjadą na wstecznym ;)
Mam tak z Grodziskiem. Na szczęście tylko raz i Mazowieckim. Ale jeśli lubisz kostkę fazowaną na każdym chyba dosłownie wyjeździe i wjeździe (poza polnymi drogami) - to z ciężkim sercem - mogę polecić (przepraszam, dziś mam dowcip ciężki jak spychokoparka - kto z kim przestaje, takim się staje;).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"