Świet(l)nie
Wiatr miał wiać z północnego zachodu, co oczywiście okazało się momentami teorią, bo krążył niczym ksiądz wokół koperty podczas kolędy. Był średniej siły, pomagać nie chciał, z drugiej strony też przeszkadzał umiarkowanie, udało się więc skończyć wypad przyzwoicie. Trasę zrobiłem dziś kombinowaną - z Dębca na północ Poznania przez Golęcin, potem wzdłuż Koszalińskiej na Strzeszynek, w Kiekrzu skręt do Rokietnicy, tam odbiłem na Napachanie, gdzie postanowiłem odkopać dawno nieodwiedzaną drogę do Tarnowa Podgórnego. Chciałem głównie się przekonać, czy może jakiś dobry człowiek nie wysadził w powietrze tamtejszej śmieszki o szerokości ćwiartki Pudziana. Niestety nie, ale zniknęło kilka niebieskich oznaczeń z rowerkiem, czyli idzie ku dobremu :) Z Tarnowa wydostałem się wzdłuż DK92, mijając Sady, Swadzim oraz Przeźmierowo, pojawiając się w Poznaniu na wysokości Woli i dokręcając do domu Bułgarską i przez Górczyn.


Zadowolony jestem, bo wyprzedziłem kilku solidnie wyglądających szoszonów, a tylko jeden usiadł mi na kole przed Starzynami - wcale nie był najmłodszy, a dzielnie kręcił, za co szacun. Nie pogadaliśmy sobie, bo w Rokietnicy nastąpiło rozdzielenie kierunków, ale usłyszałem na rondzie głośne "dzięki!". Poza tym - oczy dokoła głowy na DDR-kach, bo bezmyślnych mamusiotatusiów z bemyślnymi bachorami nie brakowało. Do schabowego, nie na rowery! :)
Generalnie - było bardzo miło, mimo miasta i świateł. A skoro już jestem przy tych ostatnich - pszczółkę XXL dziś widziałem :) Szkoda, że fota robiona na szybko i z rąsi, bo mało wyraźna, ale wrażenie na żywo było porażające - pani miała na sobie strój tak odblaskowy, że na jej miejscu obawiałbym się zalotów nisko latających trzmieli :)









