Coraz bardziej przeraża mnie to, że coraz częściej mam rację :) Czułem pismo nosem, że jeśli przez dwa dni była całkiem fajna i nawet nie za bardzo wietrzna pogoda, to spieprzy się ona szybciej niż patologia konstruuje w tym kraju kolejne embriony na myśl o 500+... yyy... to znaczy chciałem napisać: ku chwale ojczyzny :) Stało się. Jednak mogło być gorzej, bo poranne chmury zapowiadały deszcz, który na szczęście nie nadszedł, ale i tak przez jego potencjalność wyruszyłem dopiero przed jedenastą.
Na co będę najbardziej narzekał? Coś czuję, że odpowiedź na tę zagadkę rozwiązałoby na oko 101% osób tu zaglądających. Wmordewind, oczywiście, silny i towarzyszący mi przez większość trasy z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu, skutecznie zatarł dobre wspomnienia z ostatnich wyjazdów. Ale pozwolił przypomnieć sobie, co czeka mnie jesienią - może i dobrze, czas wrócić na ziemię :) Jest jednak nadzieja - po południu zrobiło się już znów sympatycznie, więc jakaś szansa istnieje, że utrzyma się taki stan do jutra.
Zabrałem ze sobą kamerkę, ale tak to już bywa, że przy niej nagle kierowcy stają się przerażająco uprzejmi i żadnego hardkora nie upolowałem. W zamian print screen (niewyraźny, bo musiałem sporo wyzoomować) z zachowaniem rowerzysty, który tak się spieszył, że na pełnej parze wjechał na skrzyżowanie przy Dolnej Wildzie, uznając pewnie, że kolor czerwony na sygnalizatorze idealnie pasuje mu do malowania ramy. Tym razem przeżył, ale po raz kolejny się przekonuję, że znaczna część tego narodu zamiast dostępu do środków transportu powinna skupić się na bardziej pasujących tu mentalnie aktywnościach - gapieniu się w TV (najlepiej "P") oraz wchłanianiu schabowego :)
Komentarze (9)
Każden? Zacytuję kawałek wpisu Grigora z niedzieli, któremu poniżej zadałeś pytanie:
"ale także męczyliśmy się kręcąc pod wiatr, który wycisnął z naszych nóg wiele energii, co dało sie odczuć po wejściu do domu".
Bo jak sądzę pijesz do powiewów :) Ale reszta pogodowych aspektów była przyzwoita, fakt.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"