Kolejny dzień ze zdziwkiem w tle. Moje ukryte głęboko w podświadomości pokłady polactwa wyciągają czułki, gdy jest zbyt miło i fajnie, bo to podejrzane :) A dziś było ciepło, ale nie za gorąco, słonecznie, ale nie upalnie, sucho, miło, nawet wiatr był przyzwoity. Coś się kroi... pewnie jutro spadnie śnieg z deszczem, spadać na mnie będą lodowe sople, a na drodze pojawi się gołoledź :)
Jednak oczywiście narzekać nie zamierzam. Jechało mi się naprawdę fajnie. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie piątek, piątunio, piątuś, czyli alternatywna wersja poniedziałku, poniedziałkunia, poniedziałusia. A mianowicie puszka na puszce puszkami poganiała. Wykonałem "kondomik" (Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Stęszew - Komorniki - Poznań), który ma to do siebie, że przejeżdża się przez miejscowości w większości doskonale skomunikowane z Poznaniem (przykładowo przez Puszczykowo oraz Mosinę przejeżdża kilka pociągów lub autobusów na godzinę, czas jazdy to od kilkunastu minut do pół godziny), a mimo to ludzkość korkuje drogi osobówkami, w których rzadko kiedy widuję więcej niż jedną osobę. Tak było również dzisiejszego pięknego poranka. Puszkin w wersji czystej. W Komornikach zaś pokonanie samochodowego - z grubsza kilometrowego - wężyka wykonałem prawie przez cmentarz. Jakoś trzeba sobie radzić :)
Tej reszty aż tak od razu bym nie mieszał z błotem. Oni ujawniają się okresowo, a nawet sezonowo. A nowobogacka miłość Polaków do czterech kółek jest codziennie, dodatkowo ostatnio jeszcze jakby się spotęgowała. Fuj :)
Ja ich nazywam korkorobami. Nie tylko puszki, również pozostali, którzy zajmują miejsce w sposób bezproduktywny - tj. głównie po to, aby się "pokazać" - "niedzielni" rowerzyści i piesi/piesze na wybiegu, a właściwie wychod(k)u.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"