Cudowna temperatura nam nastała! Siedemnaście stopni, do tego na plusie, oraz w pakiecie znaczne zachmurzenie przez połowę trasy (przez drugą niestety borykałem się już ze słońcem), więc mogę śmiało napisać, że kręciłem w osobistym pogodowym ideale. Nawet wiatr wyjątkowo był spokojny niczym po prozacu, więc jego dość lekkie plaskacze po pysku nawet mnie nie irytowały. Sam jestem w szoku :)
Wykonałem muminka, lub jak kto woli MAPS (Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Poznań Głuszyna - Babki - Daszewice - Czapury - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań) bez PiS. Czyli w tę lepszą stronę :) Nikt mnie nie chciał zabić, nikt nie klaksonił, nikt nawet nie zamierzał wymusić pierwszeństwa! Dziwy jakieś :) Jedyne co to musiałem się napocić, żeby te trzy dychy wycisnąć, bo trasa jest wymagająca jeśli chodzi o zakręty i zmiany kierunku. Ale prawie nie ma DDR-ek, co jest jak wiadomo celem samym w sobie. Cholerna praca i tracenie w niej czasu. Te kilka zdań na krzyż zacząłem dodawać około czternastej, kończę już w domu, przed dziesiątą wieczorem. Powinni tego zakazać (chodzenia do roboty), muszą być jakieś priorytety :)
Komentarze (10)
Albo: praca uszlachetnia :)
Nie, no poleciałem. W życiu bym takiej głupoty nie wymyślił, jedynie cytowałem :)
Ja natomiast na początku studiów biegałem za kierowcami bilety parkingowe sprzedawać :) A że zawsze byłem blisko i szukać mnie nie trzeba było więc też często dało się usłyszeć "reszty nie trzeba" Śmiesznie że coś nam z tego okresu zostało - Ty zapierniczasz na rowerze a mnie mało kto "z buta" wyprzedzi :D Chęć dorobienia do studenckiego życia kształtuje nawyki?:D
Mors - dzięki za jak zwykle dogłębną i wynikającą z wieloletniej osobistej znajomości diagnozę mojej osoby. Myślałem o posadzie wróżbity? :)
Lapec - tu było bardziej w punkt, bo wyobraź sobie, że jakoś na etapie koniec liceum/początek studiów pracowałem jako rowerowy dostawca pizzy, dodatkowo jeszcze ją częściowo przygotowując. Zapieprzałem z takim wielkim trójkątnym plecakiem po Jeleniej Górze, a że z jednego krańca do np. końcówki Cieplic byłem w stanie dotrzeć w jakieś 15 minut to z napiwków zarabiałem więcej niż z podstawy :)
Ja to bym cię widział w roli dostawcy pizzy. DDR-ki obcykane do tego z takim tempem zawsze ciepły transport :-D Za takiego pracownika by musieli już groszem sypanać (-: Do tego duże prawdopodobieństwo że nie zerzre transportu :-D
Wiem, że niektórzy pomyślą, iż jesteśmy walnięci, ale tegoroczne lato jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej sprzyjających do jazdy rowerem od dawna.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"