Średnia może być myląca. Nie kręciłem dziś szosą, a crossem, który wciąż pozostaje moim życiowym dylematem. Biję się cały czas z myślami, czy nie kupić nowego niedrogiego sprzętu, którym nie bałbym się wjechać gdzieś w las, bez obawy, że na przykład koło stanie się niezależną częścią względem ramy. Jednak póki co wybrałem wersję oszczędną i oddałem staruszka na szybki serwis, tam po raz kolejny wymieniono mi linki, pancerze, wyprostowano tylną przerzutkę i dokręcono na maksa korbę. Jednak wolę wydać dwadzieścia kilka zeta niż półtora tysiaka. Póki co rower działa - jak długo? Nie mam nie tylko zielonego, ale i koperkowego, już nie mówiąc o malachitowym, pojęcia. Trzymam kciuki, dziś dodatkowo na kierze :)
Do testowania crossa zmusiła mnie pogoda - według prognoz po dziesiątej miało lunąć, a i też zagrzmieć. Wymyśliłem sobie, że zrobię taktyczne trzy dyszki, a następnie - jeśli nie będzie padać - dokręcę do pięciu. I pewnie tak bym zrobił, ale w Luboniu wyskoczył mi zza pleców szoszon, pozdrawiając i wewnętrznie zmuszając do przykręcenia tempa (no bo jak to tak mnie wyprzedzać?) a finalnie - gdyż jednak się zaczęło lekko rozpogadzać - do zrobienia pięciodyszka jednym rzutem. Kolega okazał się sympatycznym kompanem, więc razem pokręciliśmy 3/5 z mojej trasy, przez Luboń, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, by w Stęszewie się rozdzielić - ja na Poznań, on dalej w kierunku Dopiewa. Tempo nie było jakieś wielkie, ale moim czołgiem musiałem się napocić, żeby jechać równo, co się udało, a przy okazji podzieliłem się swoim doświadczeniem w temacie omijania DDR-ek sprytnymi objazdami. Tu uważam się już za eksperta klasy światowej :)
No i znów ktoś sam z siebie przyznał, że tu wieje niemal zawsze w twarz. Ha! :) Choć nie powiem, gdy kręciłem już solo to ostatnie pięć czy sześć kilometrów wiatr nie przeszkadzał, a przez kilka momentów pomógł. Lunęło dopiero, gdy byłem już w domu, więc śmiało mogłem wybrać dziś szosę. Jednak nie żałuję, głównie przez fakt, że przetestowałem stan crossa przy ciut mocniejszym pedałowaniu i odpukać działa. Puk, puk... :)
Komentarze (18)
Mors - te odcienie tu Twój stan umysłu :)
Remik - trzy dychy z jakimś plusem, ale niewielkim. Jakim - za cholerę sobie nie przypomnę :)
A tu akurat nie potwierdzę, bo kiera już chyba rdzewieje, bo wydaje mi się, że jest stalowa :) Albo po prostu farba odchodzi. Za mało miłości widocznie mam do tego sprzętu :)
No i jeszcze amortyzator... aktualnie jest bardziej sztywny niż stalowy widelec w jakiejś ukraińskiej kozie. Plus skrzypiąca kierownica, rozwalone szczęki tylnego hamulca...
Bitels - też się cieszę, ale nie chcę zapeszać. Tyle że miałem jeszcze chrapkę na coś jeszcze bardziej "dojedzieszwszędzie"-go :)
Huann - przełożeń klasycznie, 24. A oponki są zmiksowane - z tyłu mam 28x42c, z tyłu ciut węższe, bodajże 38c. Najciekawsze jest to, że w w wichrach historii stało się tak, iż z przodu mam obręcze z dziurą na wentyl samochodowy, a z tyłu - presta. Czyli: podsiodłówka jest wielkości małego plecaka :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"