PoPo(wrocie)
Dostałem dzięki temu jeszcze jeden dzień na przejście z jednego stanu w drugi - do pracy dopiero jutro, więc dzisiaj czas na mentalne przygotowanie do pojawienie się w niej. Coś jak odwszawianie, tylko odwrotnie :) Solidnie się wyspałem, wystartowałem po małym śniadaniu i sporej kawie, czyli przygotowany do jazdy odpowiednio. Ruszyłem na wschód, trasą w tę i z powrotem - z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalin do Radzewic, tam nawrotka. Jechało się fajnie, z małym "ale". Tu wyjątkowo oddam głos szoszonowi, z którym chwilę kręciłem koło Rogalina. Po zwyczajowym pozdrowieniu usłyszałem:
- Ale wieje, no nie?
Cóż, nie ja zacząłem :)
Gnoiło dziś, wmordewindowo i z boku. Jestem znów w WLKP :)
Przez to zabrakło trochę do średniej, ale i tak było spoko. Rowerzystów sporo, samochodów mniej, ale oczywiście nie zabrakło bezmózgowia w postaci TeDzia (tępa dzida) w jakimś Suzuki cośtam, co niby wygląda jak terenówka, która wpieprzyła mi się w Puszczykowie pod koła z podporządkowanej.


A już z innej beczki - w końcu udało mi się przejechać Pendolino. Odbytu toto nie rwie, ale trzeba przyznać, że sunie po szynach cicho i szybko. Dostaliśmy kawę gratis, a obsługa była niepokojąco miła :) Jedynie co mnie irytowało to Chopin drący klawisze na każdej stacji, na szczęście nie było ich dużo. W sumie - na plus. Ale żeby jazda takim czymś miała być wartością samą w sobie - no nie bardzo.









