ZIelonkowo

Czwartek, 10 sierpnia 2017 · Komentarze(8)
Nocą nad Wielkopolską, a pewnie i znaczną częścią kraju, przeszły burze i ulewy, które utrzymywały się jeszcze do rana. Z racji wolnego dnia nie martwiłem się tym za bardzo, a już na pewno nie robił tego w ogóle niekryjący swojego istnienia mój wewnętrzny leń :) Gdzieś w okolicach wpół do dziesiątej zrobiło się już w miarę sympatycznie, choć temperatura rosła z minuty na minutę. Trzeba było ruszać, żeby uniknąć karnego spalenia.

Wiatr miał wiać z północnego wschodu, ale jak zwykle mnie oszukał. Tym razem jednak był na tyle łaskawy, że nie miażdżył z wielką siłą, a wmordewind o stopniu lekkim już mi niespecjalnie przeszkadza. Mimo jego fochów nie zmieniłem dzisiejszego założenia co do trasy - postanowiłem bowiem wybrać się w okolice Puszczy Zielonki. Lubię te tereny, nawet jadąc asfaltem, jednak istnieje jeden spory mankament - żeby tam się dostać muszę przejechać przez Poznań z południa na północ i z powrotem. O dziwo jednak poszło to całkiem sprawnie, do czego jeszcze nawiążę pod koniec.

Od momentu wyjechania na trasę w kierunku Gniezna mogłem trochę rozwinąć skrzydła, a już w ogóle dobrze zrobiło mi się po skręceniu na odcinek Kobylnica - Wierzonka. Kilka kilometrów takiej drogi to marzenie, pewnie nie tylko moje:

Pozdrowiłem mentalnie małą ojczyznę bikestatsowego Grigora i zabrałem się za mini wspinaczkę po mikrohopkach do Karłowic, a następnie do granic Puszczy, gdzie na chwilę się zatrzymałem. Oj, chciało się wjechać w teren, ale ani sprzęt nie ten, ani - mimo wolnego - czasu nie było.


Wracając do Wierzonki tak się zapatrzyłem na pola i lasy, że zapomniałem się rozpędzić z górki :) Musiałem to potem nadrabiać po płaskim, bo Vmax się sam nie zrobi. Na powrót wybrałem już inną trasę - przez Mielno, Kicin i Koziegłowy. Malowniczy, nie da się ukryć, z Dziewiczą Górą w tle. Co prawda bardziej "górą" niż górą, ale zawsze coś :)


Ostatni odcinek to już walka o wywalczenie minimalnej średniej. Udało się, mimo ponownej jazdy przez miasto. I tu wrócę do kwestii z początku - jestem bardzo, bardzo zadowolony z tego, co dzieje się w Poznaniu pd względem rowerowym przez ostatnie dwa lata. Bez zmian po wyborach samorządowych - jestem tego prawie pewien - byłoby tak, jak kiedyś - kostkowo, nielogicznie, niespójnie i po prostu pod górkę nam, którzy codziennie jeżdżą na dwóch kółkach. Wiem, że już o tym pisałem, ale że rzadko chwalę urzędasów, to niech mają. Zresztą, wystarczy spojrzeć.

Tu kawałek odnowionej ścieżki przy Jana Pawła, zaraz przy Malcie:

Tu Wartostrada:

Tu... no tak :) Rodak.

Jednak do sedna - jeśli ktoś pamięta moją dość szeroko komentowaną kolizję z pewnym imbecylem, właśnie z okazji unikania ścieżek (wtedy był tu jakiś kostkowy potwór), to teraz jest tu inny świat. Ulica Gdyńska aż krzyczy - kręć mną!

Dojechałem zadowolony do domu, wcześniej jeszcze zahaczając o stację PKP, z zamiarem kupna biletu na mój drugi, zaraz po rowerze, ulubiony środek transportu. Teraz czeka mnie weekendowy wyjazd, czy połączony z kręceniem - zależy od pogody (a ma padać). Nie chcę zapeszać.

A skoro już jesteśmy przy PKP na Dębcu to jeśli ktoś tęskni za komuną to gorąco zapraszam do żywego skansenu :) Jak się okazało zamiar płatności kartą należy zgłosić przed zamiarem zakupu biletu, czego oczywiście nie doczytałem (mały napis w lewym dolnym rogu, zaraz pod godzinami otwarcia tej skamieliny) i zgłosiłem po. Głośne sapnięcie, które wydało się z płuc pani, samej niewiedzącej pewnie, czemu jeszcze nie zdecydowała się na emeryturę, słuchać było chyba na Głównym :) Musiała ANULOWAĆ! Poczułem się jak robaczek, do tego grzeszny, Jednak skończyło się happy endem, czyli finalnym zakupem, a do tego nie zostałem zamieniony w kamień. Uff :)

Jakby co - to zdjęcie oddaje sedno tego miejsca. Ciekawe kiedy zaczną tu sprzedawać wejściówki, jak do każdego uznanego muzeum? :)


Komentarze (8)

Kamil - obiecuję, nadrobię. Wiem, co piszę, bo odczuwam wewnętrzną potrzebę powrotu do natury. Mój cross to już psujący się dziadek, ale wciąż biję się z myślami zakupienia nowego sprzętu. Średnia - hm. Wyłączę licznik :P

Ania - pociągi są genialne. Zachęcam do nadrobienia zaległości - o dziwo PKP coraz bardziej dba o rowerzystów! :)

Grigor - ależ proszę :)

Lapec - oj, wierz mi, że zanudzić się nie można. Piesze brygady wciąż są na froncie :)

Trollking 21:34 poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Zanudzić się można na takich normalnych ścieżkach, ani czasu na wkurw ani na podłubanie w nosie nie ma :P
Co do pociągów to uwielbiam kupować konduktorów :) Jaki bilet normalny? A nazywaj se Pan go jak chce, ja poproszę najtańszy z możliwych :P

Lapec 16:56 sobota, 12 sierpnia 2017

Jak miło - dzięki :-)

grigor86 20:16 czwartek, 10 sierpnia 2017

No to teraz mogę śmiało napisać, że znam każdą z tych dróg :) A to dzięki Grześkowi oczywiście. Jednego tylko czego nie widziałam na żywo to kolorowego dworca PKP na Dębcu :p Ale to pewnie dlatego, że pociągami jeżdżę teraz rzadko, a szkoda...

anka88 18:04 czwartek, 10 sierpnia 2017

Niewiele Puszczy Zielonki w Twoim tripie. Weź krosa, jedź na Dziewiczą Górę, dalej przez Czernice do Dąbrówki Kościelnej i powrót przez Zielonkę i Pławno. Chrzanić średnią, to takie piękne tereny, że nie ma się co spieszyć :)

kamilzeswaja 14:21 czwartek, 10 sierpnia 2017

Całkiem możliwe! :)

huann 13:31 czwartek, 10 sierpnia 2017

Hehe :) znałem tę historię jako anegdotę. Może takich reakcji jest więcej i PKP zmusza do kreatywności tego typu :)

Trollking 13:20 czwartek, 10 sierpnia 2017

...co mi z (!)kolei przypomniało historię, gdy wracaliśmy w czasach tużpostudenckich z rajdu górskiego pieszego i pani w okienku na dworcu bodaj w jakiejś Rabce do kolegi, który nie powiedział, jaki chce bilet (choć powiedział dokąd i na który pociąg i kiedy) wydarła się "jaaaaki bileeeet? Normalnyyyy?"
Kolega, nie tracąc rezonu, odpowiedział najuprzejmiej jak umiał patrząc jej prosto w oczy: "Nie kurwa. Popierdolony."

huann 12:52 czwartek, 10 sierpnia 2017
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa alneg

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]