Zaspałem dziś. Wiem, że w niedzielę wydaje się to lekką abstrakcją, ale niektórzy muszą pracować również w weekendy, żeby spać mógł ktoś. Jedynie ja potrafię połączyć to w jedno :) To znaczy zaspanie nie było jakieś kosmiczne - zaledwie godzinne i spowodowanie moim gapiostwem. Tak sobie bowiem poradziłem w ustawieniem piętnastominutowej drzemki, że ta obudziłaby mnie o zaplanowanej 7:30, tyle że jutro. Brawo ja :)
O dziwo jednak w pracy wylądowałem prawie o godzinie zero, czyli w samo południe. Speedy Gonzales, który się we mnie obudził, umożliwił szybką konsumpcję obowiązkowej kawy, zebranie dupy w troki i wyjazd w podskokach. Ruszyłem na zachód, z Dębca przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, tam nawrót przez Dopiewo, Palędzie, serwisówki, Komorniki i znów Plewiska do domu, niespecjalnie cisnąc, ale starając się utrzymać jakieś tam półwolne tempo podczas walki z wiatrem, wciąż solidnym, ale już mniej upierdliwym niż wczoraj.
No i pewnie średnia wyszłaby na granicy przyzwoitości, ale zaraz za przejazdem kolejowym w Dopiewie minąłem pełznącego sobie swoim tempem takiego oto jegomościa: Szkoda mi się go zrobiło, bo jego przyszłość rysowała się raczej dość płasko, biorąc pod uwagę kierunek, w którym podążał oraz prędkości, jakie rodacy rozwijali dziś na trasie, ryzykując życie obiektów ciut większych, na przykład moje. Jako że jechałem dokładne z odwrotnej strony niż zrobione zdjęcie, też pewnie bym nie mógł za wiele zrobić, ale gdy już minąłem ślimaka, w duszy go żegnając, usłyszałem za sobą dźwięk zamykających się rogatek, odebrałem to jako znak "mięczaku, przeżyjesz" i już nie miałem sumienia - zawróciłem te sto czy dwieście metrów i przeniosłem kurdupla wraz z całym dobytkiem na drugą stronę ulicy. Nie podziękował, ale mam nadzieję opowiedział swoją historię ziomalom od skorupy i nauczy ich to większego rozsądku :)
Tym samym ze Speedy Gonzalesa zrobił się Ślimako Gonzales, ale i tak się wyrobiłem. W końcu robota nie zając. Ani nie ślimak :)
Aha, GENIALNA temperatura - dziewiętnaście stopni latem, w to mi graj!
Komentarze (14)
Ateizm to ateizm, bądź konsekwentny i zwalczaj także KLPS. ;pp
Czyli jak rozumiem dla Ciebie, czyli praktykującego katolika, nie byłoby nadużyciem czy czymś niestosownym jeżdżenie po kościele, czyli budynku sakralnym? Spoko, zapamiętam :)
"jestem w stanie napisać coś, co nie zaprzecza logice - w końcu to Tobie zdarza się na przykład "jeździć ponad 40 km po kościele". Gdzie takie wielkie budują? :)"
- oj, chyba jednak nie jesteś w stanie :) przecież można jeździć w kółko bądź w te i nazad. ;ppp
Mors - poczekaj, aż i na Tobie jakieś veto wymuszą w słusznej sprawie :) co do ps. - może i zdarza mi się zrobić literówkę podczas dodawania wpisu w pracy, ale przynajmniej jestem w stanie napisać coś, co nie zaprzecza logice - w końcu to Tobie zdarza się na przykład "jeździć ponad 40 km po kościele". Gdzie takie wielkie budują? :)
Spacerują te ślimaki, niczym opozycjoniści pod sądami. :) Mi też czasem taki wyskoczy pod koła (ślimak, nie opozycjonista). Powinny chodzić w kamizelkach odblaskowych i z dzwoneczkami na szyjach.
PS. "Tak sobie bowiem poradziłem w ustawieniem" - z językiem polskim też sobie średnio radzisz. ;))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"