Uff...
No ale przynajmniej burze skończyły się nad ranem, więc oszczędzono mi potencjalnej przyjemności randki z szalejącymi piorunami. Jeśli już mam szukać jakichś pozytywów. Generalnie wymęczyłem się solidnie, bo jako priorytet wybrałem na dziś omijanie DDR-ek, kwestie wietrzne kierując na dalszy plan. Nie tyle to błąd, ile konieczność, która skończyła się niezłymi chybotami na co bardziej konkretnych odcinkach - tak na przykład z górek osiągałem prędkości w okolicach kosmicznych 20 km/h max :)
Wykonałem kółeczko z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Wiórek, Babki, Daszewice, Kamionki, Koninko, Krzesiny i Starołęc... A nie, tu W KOŃCU nastąpiło światełko w tunelu w temacie tej cholernej ulicy. Oto ono:

Wreszcie otwarto wygodny, co prawda głównie szutrowy, wjazd na kładkę łączącą Starołękę z Laskiem Dębińskim, dzięki czemu omijam długaśny i koszmarny objazd w/w uliczną rzeźnią. Kosztem braku asfaltu, ale szosą (która znajduje się wbrew pozorom na fotce) jest to o wiele bardziej komfortowe niż jazda DDR-ką przy Hetmańskiej, która dopiero stanowi wyzwanie dla kół.
Kolejny plusik dla Poznania. Jeszcze kilka lat temu kładka miała być w ogóle zlikwidowana, "bo się nie dało". No a jednak :)








