Miało być od dziś mega ciepło, a wręcz upał, na szczęście w godzinach porannych niczego takiego nie zaobserwowałem, za co w tym miejscu dziękuję pogodzie, która chyba ostatnimi czasy upodobała sobie gnojenie meteorologów na poziomie porównywalnym z tym, na jakim wmordewind uwziął się na mnie :) Za to ja, jadąc dziś przez Poznań, zluzowany już częściowo przez wakacyjne wyjazdy, poczułem ponownie miętę do tego miasta. Ale o tym może później.
Najpierw jednak o celu dzisiejszego wyjazdu. Wschdnio-podobno-północny kierunek wiatru skierował mnie w okolice granic Puszczy Zielonka, czyli jakby nie było terytorium leżącego pod rowerową kuratelą bikestatsowego Grigora :) Lubię tam kręcić, bo co prawda do lasu szosą nie wjadę, ale co się nawdycham zieleni jadąc głównymi i bocznymi drogami, do tego jeszcze mykając hopkami, to moje. A że asfalty od jakiegoś czasu tam wypiękniały to szosowo jest całkiem sympatycznie. Zrobiłem więc kółeczko, wyjeżdżając z Poznania kierując się przez Koziegłowy, Kicin, Mielno do Wierzonki, tam kawałek w tę i we wte do Karłowic oraz powrót trasą na Kobylnicę i Bogucin do Poznania. Tak to prezentuje się "z rąsi": No a teraz o samym Poznaniu. Ostatnio mój znajomy, który siedział masę czasu za granicą, zachwycił się klimatem tego miasta, co prawda w warunkach lekko odrealnionych, bo przy okazji Festiwalu Malta, ale był to tylko element. Podobały mu się zmiany, które się tu dzieją, uśmiechnięci (o dziwo!) ludzie i jeszcze wiele innych rzeczy. Co ważne - z perspektywy człowieka, który widzi różnice od swojego wyjazdu do teraz, czyli około dziesięciu lat, paradoksalnie brzmiało niedawno wyrzygiwana "Polska w ruinie", gdyż według niego jest dokładnie odwrotnie. No ale cóż, łatwiej podpalić stodołę niż ją ugasić, szczególnie gdy wie się o świecie i innych nacjach znacznie mniej niż o metodach czyszczenia obsikanej kociej kuwety :)
Jechałem sobie dziś tą nową Wartostradą, która może nie pozwala na uniknięcie późniejszych świateł oraz korków (bo były i jak zwykle mnie zmęczyły, ale miałem to gdzieś), minąłem sobie fajnie odnowioną i "odżywioną" Śródkę, dokręciłem do granic miasta w końcu przyjemną DDR-ką na Gnieźnieńskiej i... przyznaję kumplowi rację. Wybrałem sobie naprawdę fajne, nowoczesne miasto do życia, gdzie po pierwsze można skorzystać z dobroci kulturowych całkiem sporej aglomeracji, do tego położonej nad rzeką, może nie największą, ale wreszcie zaczynającą tętnić wodniackim życiem, las mam kilometr od domu, w odległości kilometrów piętnastu na południe zaczyna się park narodowy, a dwudziestu kilku na północ - zahaczona dziś puszcza. Czego brakuje? No oczywiście górek, ale to mam w rodzinnych stronach, dostępne w każdej wolnej chwili :)
O, takie właśnie ciepłe uczucia miałem do żywego-martwego tworu, jakim jest to miasto. A czemu o tym piszę? Skąd mam wiedzieć - nikt nie wymagał przy zakładaniu konta, żeby ten blog miał jakikolwiek sens :)
1) No tak, to poznałeś ten Poznań, że hej :) 2) Cztery lata? Czyżbyś ich nie skończył? :) Bo czteroletnich nie kojarzę, tym bardziej, że wtedy "respektowany" teraz licencjat nie był chyba jeszcze traktowany jako wyższe ;) 3) Jak widać ekspert, szczególnie od teraźniejszości poznańskiego kręcenia :)
Nie no, świat się kończy, T-king zadowolony z "Postania"... jeszcze trochę, a zacznie być zadowolony z obecnej władzy. :)
A tak całkiem poważnie to największym fenomenem P-nia jest bezrobocie, które praktycznie zawsze było najniższe w kraju, a teraz (pod rządami Pis ;) ) to już P-ń przechodzi sam siebie: 1,9% to mniej niż średnia w Japonii(sic!).
Możliwe. Ale nie, nie łączmy tego z klimatami spod znaku fasoli czy innych strączkowych :)
Sam nie wiem... może jestem pierwszym w historii Rowerzystą Wyklętym? :P
A na poważnie - pewnie, że nie wieje mi wciąż pysk. Ale już boczny zmienia się zazwyczaj na niekorzyść, mimo że miało być inaczej. Pamiętasz wypad do Torunia?
Ja tam nie wiem, ale mi się zazwyczaj kierunek wiatru nie zmienia w czasie jazdy. Zawsze mam go po równo w czasie treningu. Tomasz może zostawiasz za sobą jakieś godzinne wiry powietrzne ;-)?
Ania - na pewno nie jechał rowerem. Za puszki nie odpowiadam, bo mam w zwyczaju ignorować, o ile się da :) Mi też się podobała recenzja Poznania przez kumpla :)
Jurek - Tobie się chyba wszystko kojarzy z jednym... :)
O proszę... Ciekawe czy spotkałeś Grigora? Pewnie nie, bo by się pochwalił :) Jak miło przeczytać takie słowa o Poznaniu :) Nie ma co narzekać, nie jest tak źle.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"