Wczoraj - zupełnie niespodziewanie - zapowiedział się w Poznaniu kumpel z wojska (bo przecież pięć lat uników od zajęć, okopów przed wykładowcami oraz potyczek na studenckim froncie to istne pole walki) i razem zaliczyliśmy część koncertu Laibach z okazji Malty. W ogóle to fenomen, że ten zespół ma w tym mieście nagle tyle fanów (bo ludzkości było mnóstwo), choć jeszcze z miesiąc temu (jestem gotów się założyć) mało kto o nim słyszał, prócz oczywiście miłośników muzy spoza ogólnoogłupiającego radiowego trendu :)
W każdym razie poranne wstawanie lekkie nie było :) Oczywiście bez przesady. Koło dziesiątej byłem już na rowerze, gdyż prognozy zapowiadały na okolice południa burze, deszcze i masakrę. W związku z tym przejechałem całość trasy z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu (czyli "kondomik") o... kompletnie suchej stopie. Za tę wersję braku profesjonalizmu wyjątkowo lubię speców od prognoz pogody ;)
A wiatr... dziś poszalał. Na tyle, że drzewa niemal mi się kłaniały podczas jazdy, a o jego sile niech świadczy fakt, że podczas jednego z wyjątkowych momentów, gdy pomagał (jakaś 1/10 z ogółu), przy zjeździe z niewielkiej górki przy Głogowskiej, rozpędziłem się do ponad 61 km/h. I tak to robi się górskie wyniki na meganudnych płaszczyznach :)
Komentarze (3)
Ania - w górach 80+ jest czymś normalnym. Tu się muszę spocić, żeby te 60+ osiągnąć :)
Bitels - gnojąc mnie przez 45 z 50 km? Inaczej rozumiem słowo "przyjaciel" :)
Oj tak, racja... W naszych wielkopolskich rewirach rzadko kiedy można osiągnąć takie prędkości podczas zjazdy z górki. W górach za to jest to częściej spotykane, o czym miałam okazję się przekonać.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"