Suchy zaskok

Niedziela, 25 czerwca 2017 · Komentarze(3)
Wczoraj - zupełnie niespodziewanie - zapowiedział się w Poznaniu kumpel z wojska (bo przecież pięć lat uników od zajęć, okopów przed wykładowcami oraz potyczek na studenckim froncie to istne pole walki) i razem zaliczyliśmy część koncertu Laibach z okazji Malty. W ogóle to fenomen, że ten zespół ma w tym mieście nagle tyle fanów (bo ludzkości było mnóstwo), choć jeszcze z miesiąc temu (jestem gotów się założyć) mało kto o nim słyszał, prócz oczywiście miłośników muzy spoza ogólnoogłupiającego radiowego trendu :)

W każdym razie poranne wstawanie lekkie nie było :) Oczywiście bez przesady. Koło dziesiątej byłem już na rowerze, gdyż prognozy zapowiadały na okolice południa burze, deszcze i masakrę. W związku z tym przejechałem całość trasy z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu (czyli "kondomik") o... kompletnie suchej stopie. Za tę wersję braku profesjonalizmu wyjątkowo lubię speców od prognoz pogody ;)

A wiatr... dziś poszalał. Na tyle, że drzewa niemal mi się kłaniały podczas jazdy, a o jego sile niech świadczy fakt, że podczas jednego z wyjątkowych momentów, gdy pomagał (jakaś 1/10 z ogółu), przy zjeździe z niewielkiej górki przy Głogowskiej, rozpędziłem się do ponad 61 km/h. I tak to robi się górskie wyniki na meganudnych płaszczyznach :)

Komentarze (3)

Ania - w górach 80+ jest czymś normalnym. Tu się muszę spocić, żeby te 60+ osiągnąć :)

Bitels - gnojąc mnie przez 45 z 50 km? Inaczej rozumiem słowo "przyjaciel" :)

Trollking 19:18 niedziela, 25 czerwca 2017

Wiatr chciał Ci pokazać, że Twoim przyjacielem jest :)

Bitels 17:33 niedziela, 25 czerwca 2017

Oj tak, racja... W naszych wielkopolskich rewirach rzadko kiedy można osiągnąć takie prędkości podczas zjazdy z górki. W górach za to jest to częściej spotykane, o czym miałam okazję się przekonać.

anka88 16:26 niedziela, 25 czerwca 2017
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa mmyta

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]