Rano obudziła mnie burza. Lubię burze. A najbardziej lubię, jak jest burza, a ja akurat nie jestem na rowerze. Nie byłem :) A że burza ma magiczne właściwości, zmuszające potencjalnego rowerzystę do mocniejszej integracji z łóżkiem, to skorzystałem bez wahania :)
Kolejne budzenie się miało już owego wahania więcej. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że chmury odpuściły swoje zdolności kropelkowe, więc postanowiłem zaryzykować i wyruszyć, ale oczywiście crossem i z perspektywą wcześniejszego powrotu. Kilometr później... zaczęło padać. Na szczęście na chwilę, bo przestało, a ja dzielnie walczyłem z wiatrem, który rozpędzał się dziś fragmentami do solidnych 40-50 km/h. Jako że środek transportu wybrałem zbliżony do czołgu, to pełzałem z prędkością ślimaka z zaburzeniami poruszania się, ale za to przetestowałem nowe serwisówki oraz boczne dróżki na odcinku Poznań - Komorniki - Gołuski - Palędzie. One chyba nigdy nie przestaną zaskakiwać, bo starożytne labirynty to przy nich Pikuś. Minotauruś.
Przed Dopiewcem z daleka zauważyłem grupę pojazdów na sygnałach oraz mini korek, który sprytnie minąłem, korzystając z faktu bycia rowerem, mimo że formalnie byłem człowiekiem :) Jak się okazało na zakręcie przewróciła się ciężarówka, co jest zadaniem niełatwym, ale nie niewykonalnym dla polskich kierowców. Pozwolono mi się przecisnąć przez środek owego zatoru, zdążyłem też cyknąć na szybko zdjęcie, niewyraźne, bo nie chciałem robić kłopotu. Potem okazało się, że kierowca trafił do szpitala, ale raczej nic poważnego mu się nie stało. Cóż, długi prosty kawałek oraz zakręt, w połączeniu z rodzimą wrodzoną ostrożnością podczas jazdy nie po raz pierwszy okazuje się połączeniem wybuchowym.
Dokręciłem do Dopiewa, potem już standardowo skierowałem się na Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Komorniki, Wiry oraz Luboń do domu. Czasem wiało mi nawet w plecy, ale głównie wciąż w pysk. Ale za to nie padało, więc nie zmokłem. Always look on the bright side of life :)
Komentarze (11)
To jak będziesz miał jakieś namiary to chętnie obejrzę. Daj tylko namiar na bezpośrednią relację... w internecie :)
Tylko zapachu by brakowało... I może odejścia w zaświaty :)
Jak kolega lubi burze to muszę w nasze Śląskie Beskidy zaprosić :) Najlepiej Skrzyczne lub Rysianka ew. Wielka Racza efekty najlepsze .... i tak jak piszesz lepiej być pod dachem :D
Pisałem to już u Ciebie - skrobałem to w pracy,a za błędy robione na klawiaturach dedykowanych do gówien marki Apple zakład nie odpowiada :) robienie czegokolwiek na tym to mordęga. No ale poprawiam, bo w sumie faktycznie coś tam się "omskło".
To ja Cię przebiję, bo Ty widziałeś wypadek po fakcie, a ja ostatnio widziałem wypadek na żywo. Droga Polanica Zdrój - Bystrzyca Kłodzka i ciężarówka wyprzedzająca ciągnik z maszyną do oprysku, tą z ramionami. Ciężarówka zahacza o opryskiwarkę i ciągnik ląduje na drzewie, a ciężarówka w rowie - a ja jechałem tuż za nimi.
Ania - oj, z tym moim szczęściem to nie jest tak różowo. Przed każdym wyjazdem następuje otwarcie mini punktu dowodzenia i analiza potencjalnych niespodzianek pogodowych :) w większości się udaje, jedynie wiatru przewidzieć się nie da :)
Jurek - ależ ja wcale nie przesądzam, że to wina kierowcy ciężarówki. Podobno gdzieś tam była jeszcze osobówka i mogło być podobnie jak w Twoim przypadku. Ale mogła to też być nieuwaga, po prostu i za duża prędkość. Grunt, że obyło się bez ofiar :) A tak jak już pisałem - kierowcy "ciężkiego sprzętu" to praktycznie jedyni, z którymi prawie nie mam zatargów na drodze. Wystarczy wzajemna uprzejmość (zjechanie na bok, pokazanie, że można śmiało wyprzedzać) i często pozdrawiamy się - ja rękoma, owi zawodowcy światłami.
Dariusz - nooo... na przykład na dłużej zablokować drogę ;)
Tu bym bronił kierowców cieżarówek . Ciężarówka to nie autko osobowe by można ominąć przeszkodę. Miałem niedawno w Śremie taki przypadek. Jadę około 80-90 km/h. Z podporządkowanej wypada osobówka ! Mam dwa wyjścia albo hamować na łuku co wiąże się z poślizgiem i w efekcie za kilka sekund będę leżał na boku albo walnę w auto z przeciwka. Zderzenie czołowe , prawdopodobny efekt zejście śmiertelne kierowcy mniejszego auta. Jak myślisz co wybrałem ?
Jest takie powiedzenie tirowców. Albo wylądujesz przez w rowie albo zabije ciebie własny ładunek ! Tu nie ma żartów !
Ja też lubię jak jest burza, a ja w tym czasie nie jestem na rowerze :)) O ile dobrze pamiętam, to dwa razy zdarzyło mi się zmoknąć podczas konkretnej ulewy. A tak to raczej mam szczęście do pogody :) Tak samo jak Ty :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"