Wypad na Babki
Dziś, mimo prognoz wskazujących na wiatr zachodni, postanowiłem po raz kolejny sprawdzić co będzie jak postaram się go oszukać i pokręcić najpierw na wschód, licząc, że skoro zawsze zmienia kierunek przy moim nawrocie i takie tam bla bla bla, to tym razem... No cóż, liczyć to ja mogę. Dziury w asfalcie, których było na trasie sporo. Finalnie zafundowałem sobie większość drogi z mocnym wmordewindem, za to nawiedziłem dawno nie wykręcane rejony, w sumie to moje ulubione na południe od Poznania - Krzesiny, Koninko, Szczytniki, Babki, Czapury, Rogalinek, Puszczykowo i wyjątek od całości, czyli znienawidzony Luboń. W nim zaobserwowałem klasyczne zachowanie kierowcy autobusu nr 611, obsługiwanego przez TransLub, który ani myślał o dziękowaniu światłami kierowcom (i raz mi) za ułatwienie wyjazdu z zatoczek (niby nie obowiązek, ale w poznańskim MPK to już praktycznie miły standard), by na rondzie wymusić na chama pierwszeństwo, na zasadzie "duży może więcej". Człowiek ze wsi wyjedzie (przynajmniej na kilkanaście minut kursu), wieś z człowieka nigdy :)
Fotki z Babkami w tle:




Z dzisiejszych, a w sumie już kilkudniowych atrakcji: gnoje z dwóch infolinii uparły się, żeby skutecznie mi coś wcisnąć, a że na rowerze sobie nie pogadamy, to bombardują i bombardują, co najgorsze - zawsze w najciekawszym momencie audiobookowej akcji. Ja nawet chętnie bym ich spuścił na drzewo, ale nie mam jak, bo jak już jestem w trybie dostępności to jak na złość nie dzwonią. Choć mam nadzieję, że w końcu będę miał okazję :)









