Dalszy ciąg jazdy ruchem jednostajnie nieprzyspieszonym. Wczoraj było gorąco, ale dziś nastała już prawdziwa, koszmarna parówa, która motywowała mnie do ruchu jak widok zostawionego w pełnym słońcu wygazowanego browara do jego konsumpcji. Moje założenie było tylko jedno: poruszać się do przodu i jak najmniej zatrzymywać, bo każdy stop oznaczał wewnętrzny prysznic. Częściowo się udało. To znaczy poruszać, bo na przymusowe pauzy patentu nie mam :) A mimo wczesnego wyjazdu (bo praca się sama nie wypracuje) czułem się po powrocie jak po kursie przez Saharę.
Wykręciłem "kondomika" w wersji od Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Wyjątkowo wmordewind, który był niewyjątkowo wmordewindowy, stał się momentami błogosławiony, bo schładzał me lico. Lub po prostu pysk :) A ja, żeby katusze awansowały na jeszcze wyższy level, wsapałem się na Osową Górę, w sumie głównie po to, żeby doznać przyjemności zjazdu i rozkrętki do dość miłej prędkości, na granicy 65 km/h. Tak, tak, w tej płaskiej Wielkopolsce takie cuda!
Komentarze (6)
Lapec - 60 km/h to sympatyczna prędkość, emocje zaczynają się później :) fajnie, że zacząłeś zwiedzanie WLKP od tutejszego K2 :P
Dariusz - a jak zastaniesz takiego zostawionego przez kogoś to też opróżniasz? :)
Bitels - w rzyció bym nie napisał niczego, co nie jezt zgodne z zasdamji ortografji :P
"widok zostawionego w pełnym słońcu wygazowanego browara"? - nie znam takiego widoku. Zawsze opróżniam opakowanie z tym napitkiem do dna z prędkością światła :)
Niewykluczone. Ostatni raz zjeżdżałem z niej w czasach, gdy liczniki dostawało się na urodziny jako fanaberię :) ale pamiętam, że zjazd do Jeleniej z Siedlęcina drogą nr 30 też potrafił dać taki wynik, nawet na stalowym Authorze Dallas (r.i.p.).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"