Po wczorajszej stówie nie byłem specjalnie zmartwiony rannymi opadami deszczu, które zaległy nad Poznaniem. Jakoś byłem spokojny, że będą one przelotne, a tak czy siak wykręcę dziś co najmniej gluta, choćbym się miał zesr... choćbym miał lekko zmoknąć :) I miałem rację - powoli zaczęło się przejaśniać, natomiast ja wybrałem do przedpracowego kursu crossa, głównie dlatego, żeby dać odpocząć czterem literom.
Wiało na tyle mocno, że w ogóle nie chciało mi się spieszyć, bardziej więc się czołgałem niż jechałem. Chlapało mi spod kół, z nieba zaczynało się żarzyć, spychało mnie z drogi - czyli było wesoło :) Minąłem Luboń, Łęczycę, Puszczykowo i dokręciłem do Mosiny, gdzie postanowiłem być tam, gdzie mnie dawno nie było. czyli na Osowej Górze. W sumie byłem tam w dwustu procentach, gdyż zadałem sobie karę nie wiadomo za co i podjechałem raz Pożegowską, a raz Spacerową. Najfajniejsze było to, że - co dość logiczne - dwukrotnie miałem okazję zjechać ;) Potem już chciało mi się jeszcze mniej, więc lekko zawróciłem i skręciłem w kierunku Rogalinka, a następnie Wiórka, w którym zorientowałem się, że zabraknie mi dystansu do pięciu dych, więc zrobiłem jeszcze kółeczko przez Babki i Głuszynę, by finalnie wylądować na Starołęckiej. A w sumie pod nią, bo jak zwykle przejazd kolejowy był tam zamknięty i przespacerowałem się tunelem.
Oj, leniwy to był wypad. Motywowałem się na trasie jedynie tym, że najbardziej na świecie nie chce mi się iść do pracy, więc każda aktywność z tym niezwiązana jest mega przyjemnością :)
Komentarze (8)
Jeśli chodzi o niechęć do chodzenia do pracy to zdecydowanie tak :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"