Już mniej literek
Wykręciłem standardzik z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Rosnowo i znów Plewiska. Te Plewiska staram się już objechać z każdej strony, byle jak najmniej ucierpieć psychicznie (a rower - fizycznie) w konfrontacji z tamtejszymi remontowymi objazdami, ale bez lekkiego daltonizmu w temacie kolorów świateł oraz konieczności przejazdami DDR-kami (!!!!) się nie obyło.
Skończył się konkurs European Cycling Challenge. Niestety Poznań się nie popisał, ale też nie jest źle. Wykręciliśmy łącznie 173 800 kilometrów, ja dołożyłem z tego coś około 350. Mało, bo zalicza się jedynie kręcenie po mieście, czego staram się zazwyczaj unikać jak ognia. Do tego kila razy mi nie wciągnęło wyniku, bo... jechałem za szybko. Albo za długo :) Zresztą regulamin konkursu rodem z Barei już opisywałem, a w ręczne dodawanie dystansu się bawić nie zamierzałem. Na pewno wiem, że wśród dzielnicy Zielony Dębiec byłem liderem. A finalnie Poznań zajął siódme miejsce na 52 w Europie. Tu pełna klasyfikacja: ECC2017. Fajnie być w czymś lepszym od choćby Rzymu, Nantes, Glasgow czy Manchesteru :)
No i jeszcze wczorajszy podpoznański hit internetu. Po takich sytuacjach sam zaczynam być zwolennikiem obowiązkowej karty rowerowej dla wszystkich, a już na pewno dla takich geniuszy dwóch kółek. A słuchawki są boskie :P W sumie ciekawy patent jako alternatywa dla kasku :) Z drugiej strony - ciekawe jak wyglądała owa kolizja, skoro poruszał się pasem awaryjnym i na czym ona polegała...








