Najpierw o trasie: z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Wiórek, Babki, Daszewice, Kamionki, Koninko, Krzesiny, a końcówka przez Starołękę. Kij z tym, że była ona zagmatwana i logiczna niczym Festiwal w Opolu w Kielcach, ale wystarczyłoby ją przejechać w odwrotnym kierunku i miałbym nie tylko wiatr w 100% w plecy, ale i pewnie bym uszczknął jakiegoś KOM-a. A tak... standardowo - wmordewind przechodził w ryjowind, a czasem nawet w pyskowind. Jednak hitem była sytuacja w okolicach Minikowa, gdy walcząc z wiatrem przyuważyłem, że jadący z naprzeciwka rowerzysta... robi to samo, co wynikało z jego ruchów i zacięcia na twarzy. Tego jeszcze nie grali :)
A tak poza tym to sympatycznie się kręciło. Nie brakowało oczywiście imbecyli, dla których podwójna ciągła to oznaczenie zachęty do wyprzedzania na trzeciego, ale przecież w tym kraju to widok znany i klasyczny niczym bocian na wiosnę. Za to słynna (mam nadzieję, bo poświęciłem jej już z setkę wpisów) ulica Starołęcka zyskała dziś nową atrakcję. Mam postulat, żeby regularnie robić na niej zawody parkourowców, choć pewnie zagrożenie by było za duże, bo tego, co tu się może jeszcze zdarzyć ludzki mózg nie przewidzi :) PS. dla tych spoza Poznania - cała szerokość mega obleganej Starołęckiej to przestrzeń między prawym bokiem niebieskiego auta i lewym reflektorem MAN-a.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"