Jakby co - nie ma literówki w tytule. Nie tyle dziś o mało co nie zostałem zabity, a żabity. Bowiem niedługo po starcie, na ulicy Jesionowej, prawie zrobił ze mnie miazgę wyjeżdżający z bocznej pracownik Żabki, w odblaskowym zielonym wozie. W reakcji usłyszał ode mnie sporą dawkę mało kulturalnego kłapania dziobem (styl bociana), ale chyba - nomen omen - skumał, bo po chwili grzecznie przeprosił. Choć tyle.
W ogóle to dziś miałem twarde zderzenie z roboczą rzeczywistością. Jechałem na północ, przez całe miasto, więc najpierw zaliczyłem wszystkie możliwe czerwone światła, a następnie zakwitłem przed zamkniętym przejazdem kolejowym na Golęcinie. To chyba zresztą była już faza późnego kwitnienia, bo dróżnik widocznie zaniemógł na dłużej w toalecie, gdyż korek łącznie w obie strony miał dwa kilometry (patrzyłem na licznik). A w Kiekrzu, do którego dotarłem przez Strzeszyn, sportem regionalnym stało się ostatnio transportowanie czterech liter samochodem między jednym sklepem a drugim, położonym po przeciwnej stronie ulicy, więc i tam było sympatycznie. Odżyłem dopiero za zakrętem na Rogierówko, potem przeżyłem katusze na DDR-kach w Sadach oraz Lusówku, by pod koniec już walczyć głównie z wiatrem, który jak zwykle zmieniał kierunek wraz ze mną, oraz kolejnym etapem rozpierduchy w Plewiskach.
No, to wiem, że żyję po tych czterech dniach wolności :) Nie ma to jak wylądować twardo tyłkiem na ziemi, gdy było się bliżej chmur.
PS. W górach aż tak nie wiało jak tu. Zaczynam się coraz bardziej utwierdzać w jakimś wietrznym spisku, który ktoś złośliwie zesłał mi na te tereny.
Komentarze (7)
Żabka też człowiek... który ma dostępne piwo do 23 :)
Panowie, no dobra, dobra, to logiczne i też się z tym zgadzam, ale Morsie, przecież Ty mnie zawsze przekonywałeś, że w WLKP prawie w ogóle nie wieje! :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"