Kacze ostatki
Ostatni – niestety
– wolny dzień spędzony w górach rozpoczął się od wczesnego
wstawania (bo póki co nie opanowaliśmy jeszcze umiejętności
teleportacji, choć próby intensywnie trwają), żeby w rozsądnych
godzinach wrócić na płaszczyzny. Przyznane mi łaskawie dwie
godzinki na rower postanowiłem wykorzystać na odwiedzenie Gór
Kaczawskich. No dobra, nie będę ściemniał – osobiście wolałbym
jechać bardziej na południe, ale wiatr mnie zmusił do wyboru
takiego właśnie azymutu. I zdecydowanie nie żałuję.
Tak w ogóle to
podczas tego weekendowo-z-okładem-wypadu udało mi się wykorzystać
do cna położenie Jeleniej Góry. Kotlina ma swoje plusy i minusy,
ale największym pozytywem jest fakt, iż wszędzie dokoła są góry,
co zapewniało mi zawsze mentalny komfort, że wraca się zjeżdżając, a nie wjeżdżając
:) A ja tym razem z powodów nie do końca zależnych ode mnie
zaliczyłem: w czwartek samą Jelonkę w wersji
wschodnio-zachodnio-południowo-pólnocnej, czyli kompletny miks
wszystkiego, w piątek kawałek Karkonoszy i Rudaw, wczoraj
Karkonosze i Izery, dziś za to przyszedł czas na chyba jedne z najmniej popularnych,
ale równie piękne (pod warunkiem, że człowiek nie zapuści za
bardzo na północ, bo tam już robi się syf). A że ich nazwa
ostatnimi czasy źle się kojarzy - trudno. Mimo wszystko nie będę za jej
zmianą, gdy w końcu nastąpią czasy powszechnej dekaczyzacji :)
No to do konkretów.
Trasę sobie wymyśliłem jako prostą z odnogami. Pierwszą z nich
była ukazywana już przez mnie tu kilka razy monstrualna zapora w
Pilchowicach. Co tu dużo pisać – wystarczy obejrzeć. I niech
ktoś mi jeszcze powie, że Niemiaszki są przereklamowane :)




Cofnąłem się do
głównej drogi i ruszyłem do Wlenia. Veni, vidi, vici, wystarczyło
mi „uroku” tej miejscowości na tyle, żeby zakręcić się na
kole i szybko wrócić swoimi śladami. Za to pod koniec podjazdu pod Strzyżowiec przyuważyłem tablicę ukazującą ciekawą polsko-czesko-niemiecką historię tej wsi, a i w sumie całego regionu. Tylko jakoś za cholerę mi te osiemset lat nie pasuje, skoro wykonano ją zaledwie kilka kat temu, w 2014 :)

Ostatni etap był
jednocześnie najbardziej wyczerpujący. W Jeżowie skręciłem
bowiem na czterokilometrową randkę z Górą Szybowcową. I była to
jak zwykle randka z użyciem przemocy, procentowych pejczy i innych narzędzi
pieszczot. Gratisowe atrakcje dodawał wiejący mocno w pysk wiatr.
Mój ulubiony fragment, który żeby docenić powinno się wziąć
pod lupę podbudówkę chałup, prezentuję poniżej :)

Sapiący i
prychający dotarłem na szczyt, gdzie jak zwykle czekała nagroda.
Nie, nie, nie… Tych szukających już wzrokiem słowa „piwo”
przywołuję do porządku :) Chodziło o widoki.




Pokontemplowałem
(czytaj: złapałem oddech), pofociłem i rozpocząłem zjazd, który
za szeroki nie jest, a ja jeszcze doznałem przyjemności mijanki na serpentynce z
jakimś autobusem, który cholera wie co robił w tym miejscu. Było…
ciekawie.

Finisz to jeszcze
mała objazdówka miasta, złapanie panoramy centrum Jeleniej i…
koniec. Czas wracać. Odpocząłem, pogoda dopisała, udało się
sporo pokręcić po „moim”. Czemu za to nie płacą i od jutra muszę wracać do roboty? :(
Komentarze (13)
Mors - .N(ie) :) a co do Twojej teorii to musiałbym przejrzeć plany zabudów Sudetów, Bieszczad, Tatr oraz Beskidów z ostatnich stu lat, a że nie mam ich pod ręką to... niech Ci będzie :)
Dariusz - szczególnie w tunelach :)
Trollking 21:48 czwartek, 25 maja 2017
Piękniej jest na zjazdach. Amen.
lipciu71 21:43 czwartek, 25 maja 2017
PS. jak jest kropka to musi być i "N" :)
mors 21:36 czwartek, 25 maja 2017
No właśnie co do budowania się dla widoczków to mam osobistą teorię, że to tylko "fanaberia" ostatnich lat - wystarczy popatrzeć, jak wiele miejscowości znajduje się na północnych zboczach, a jak niewiele na południowych.
Weźmy chociażby Gubałówkę - pierwsze domy na szczycie stanęły niespełna 100 lat temu, podczas gdy jej północne zbocza (prawie bez widoku Tatr!) były zaludnione znacznie wcześniej...
mors 21:35 czwartek, 25 maja 2017
.
Trollking 21:12 czwartek, 25 maja 2017
Pięknie tam jest i kropka.
rmk 21:00 czwartek, 25 maja 2017
Nie ma zjazdów bez podjazdów! Chyba że się oszukuje :)
Trollking 18:13 czwartek, 25 maja 2017
Widoki piękne. Niestety są i podjazdy :(
lipciu71 15:10 czwartek, 25 maja 2017
Lepiej nie, bo góry znikną jak Kursk(i) :)
Czemu tak sobie "utrudniają"? Bo:
- poza miastem buduje się taniej;
- jest wyżej, więc łatwiej o godny widok bez budowania wielu pięter (bo w JG najlepsze widoki są z Zabobrza, które jest wizualnie koszmarnym reliktem PRL-u i ówczesnej megalomanii blokowej);
- można zawsze zrobić z tego agroturystykę;
- zasiedlanie poniemieckich wiosek szło z automatu, a potem już się ludzie przyzwyczajali i stawiali kolejne obok.
Itp.. :)
Trollking 21:00 wtorek, 23 maja 2017
Może kiedyś poprawią te góry na Góry Kaczyńskie... :)
Podjazd przez Jeżów miły jest dla oka, chociaż racjonalnie trzeba przyznać, że nie jest zbyt racjonalnym osiedlanie się na stokach, zwłaszcza gdy w Kotlinie "marnuje się" wciąż wiele płaskiej powierzchni. Zawsze mnie to zastanawiało, czemu tak sobie ludzie utrudniali życie. ;>
mors 20:33 wtorek, 23 maja 2017
Ania - ano tak :) te wszystkie górki tam pewnie dziękują :)
Jurek - nic nie lałem! :) chyba że chodziło Ci o poprzednie dni, tu się zgodzę, znajomych trzeba było nawiedzić, więc przy okazji... :) i to polskich znajomych! :)
Trollking 20:13 niedziela, 21 maja 2017
W temacie Niemców to dzisiaj polałeś ! Jak widać na załączonych obrazkach ! :))
Jurek57 19:41 niedziela, 21 maja 2017
No widać, że wyjazd w 100% udany! Super widoki z tych wszystkich górek tam :)
anka88 19:28 niedziela, 21 maja 2017
Trollking
Poznań
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"
| Dystans całkowity | 241342.10 km |
| Dystans w terenie
| 4.00 km (0.00%) |
| Czas w ruchu
|
365d 21h 16m |
| Suma w górę |
788209 m |
| Prędkość średnia: | 27.48 km/h |
| Baton statystyk
|
 |
| Profil | Profil bikera |
| Więcej statystyk | Statystyki rowerowe |
Wykres roczny