Przyzwoicie dziś było pod względem pogodowym. Wiało wmordewindem non stop, ale znów umiarkowanie, a nie masakrująco, nie padał deszcz, słońce też nie grzało zbytnio łepetyny. Jak to człowiekowi niewiele potrzeba do szczęścia. gdy w końcu nie strzelają do niego złem... :)
Co do trasy to bez kombinacji - "kondomik" od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Komornik i do Poznania. Po wielu latach przykrych korkowych doświadczeń udało mi się w końcu wynaleźć jeszcze jeden (prócz tego przez Rosnowo) objazd najbardziej gorącego terenu w Komornikach. Niestety kosztem kawałka przejechanego osiedlową uliczką z kostkową nawierzchnią, ale kostka, która nie leży na DDR-ce, choćby była najgorszej jakości, mniej irytuje niż ta na niej. Taki dziwny psychiczny dysonans :)
Jak wspomniano - wiało mi w pysk w jedną i w drugą, ale to naprawdę nic przy tym, co (mam nadzieję) za nami. Choć ja już przez to chyba straciłem motywację do ciśnięcia i... dobrze mi z tym :)
Na koniec zagadka, związana z tematem-rzeką, czyli Poznańskim Rowerem Miejskim, którym dziś jechałem do pracy (oczywiście nie tym egzemplarzem). Znajdź jeden element, którego brakuje w pojeździe poniżej: Wiem, wiem, było zbyt łatwo. Chodziło oczywiście o dzwonek :)
Komentarze (17)
Tak jak teraz, tylko będą szczekać na innych rządzących, a nie na rządzonych :)
Huann - i jeszcze z gosposią, bo z tego co kojarzę z czytania Sherlocka w dzieciństwie i takowej się w końcu dorobili :) ps. uwielbiałem Conana Doyle! :)
E tam! Mors jeździ na jednym kole a tu tylko właśnie czego? A tak! Dzwonka brakuje. Ostatnio trafiam na same eleganckie egzemplarze roweru miejskiego, które wpinają i wypinają się bezproblemowo, trochę trzeszczą ale jadą :)
W Łodzi rowery miejskie chyba latają. https://www.facebook.com/StadionowiOprawcy.net/photos/a.474537052630164.1073741830.473956652688204/1308145325935995/?type=3&theater;
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"