Na początek codzienny raport wietrzny. Gnój się chyba czai i przegrupowuje wojska, bo dzisiaj się uspokoił i lekko spuścił z tonu. Ale czemu najpierw wiał mi w pysk, by w drugą stronę wiać mi w pysk, pozostanie jego słodką tajemnicą. Niech ma, byle tylko na stałe wyluzował.
Pokombinowałem z trasą, bo już mi się znudziły klasyki. Tym samym najpierw przejechałem sobie kilkanaście kilometrów po Poznaniu (jak zwykle masakra), z Dębca przez Bułgarską na Ogrody, stamtąd do Słupskiej, gdzie w końcu mogłem poczuć się jak na rowerze, a nie na zawodach w wańkę wstańkę. Potem Kiekrz, Rogierówko i kurs odkrytym jakiś czas temu przejazdem do Sadów, męczarnie w Lusowie,na tamtejszym czymś (w założeniu - drodze dla rowerów), natomiast dokrętka to Zakrzewo, Plewiska i do domu.
Bez przygód, więc motywu przewodniego dziś brak. I w sumie dobrze. Przy okazji tylko wspomnę, że jak zwykle przegapiłem wykręcony w tym roku kolejny tysięczny kilometr, niniejszym więc chwalę się dystansem 5,5 tysiąca. Ma się ten refleks :)
Może w końcu przyjdzie normalna wiosna? Jestem za, ale przy założeniu, że wiosna tak, upalne lato - stanowcze nie!
Komentarze (2)
No widziałem. Ale jesteś pewny, że to będzie ścieżka, a nie chodnik...? Przecież ta falująca kostka aż boli na odległość...
Bałem się zapytać ludzi pracy, którzy intensywnie siedzieli wczoraj na tej kostce. Czasem lepiej nie wiedzieć :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"