Patentowo
"(...) od jutra dziadostwo się szykuje..." - Rmk. *
Chcieliście, panowie, to macie :)
Było paskudnie, ale nie tak, jak się spodziewałem. Wstępnie spodziewałem się deszczy niespokojnych, co rozwiązałoby życiową kwestę: kiedy obejrzeć zaległe serialne na HBO. Tymczasem od rana było pochmurno, ale jedyne co finalnie mnie spotkało na trasie to minimalna mżawka. Seriale muszą poczekać, aż w końcu mi konto dezaktywują, bo z opcją kręcenia rowerem przegrywają w cuglach :)
Za to wiatr.... Hm, jakby ująć to łagodnie....
Nie, nie jestem w stanie. Więc może zamilknę i napiszę jedynie, iż na dwóch wiaduktach przy serwisówce S-11-tki ledwo się utrzymałem w pionie. A pierwsza połowa, czyi kawałek z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie do Dopiewa to jedna wielka masakra. Czułem się jakbym pływał pod silny górski nurt. Powrót był ciut przyjemniejszy, choć i tak bez cudów. Wiało mi w plecy jedynie pomiędzy Chomęcicami a Szreniawą, natomiast końcówka przez Luboń to znów rzeż. Ledwo zresztą wyciągnąłem średnią do poziomu najniższego minimalnego minimum. Brrr.
Odkurzyłem za to kamerkę, ale że ostatnio kupiłem sobie licznik, który może być zamontowany jedynie na mostku to pojawił się problem - gdzie ją upchać. Skończyło się na tym, że odnalazłem mocowanie na kask i z dodatkową anteną na głowie ruszyłem. Po cichu miałem nadzieję na jakieś codzienne smaczki, a tu... nic. Dziwnym przypadkiem kierowcy, którzy zazwyczaj wpychają mi się pod koła z podporządkowanych, wyprzedzają na gazetę i robią tysiące kretyńskich manewrów, dziś byli wyjątkowo grzeczni. A nawet jak już chcieli zachować się standardowo to nagle odpuszczali. Mam pewne podejrzenie, że miało to jakiś związek z tym alienem, który dyndał mi nad głową i wszystko rejestrował :) W sumie nawet graniczny ono z pewnością.
W związku z tym nic ciekawego nie nagrałem, ale po raz kolejny przetestowałem swój patent na rowerowe bezpieczeństwo. Tyko łeb od niego trochę boli.

* - cytaty pochodzą z komentarzy pod moim wczorajszym wpisem.








