No i okazało się, że mój kurs do
Karpacza z pierwszego stycznia był ostatnim wykręconym w górach
podczas tego pobytu. We wtorek Jelenia Góra i Sudety utonęła w
białym puchu, który momentami zamieniał się w szarą bryję.
Zamiast kręcenia odbyłem więc dwa chomiki i dwa spacery po
Jeleniej. Podczas jednego z nich natknąłem się nad rzeką Kamienną
na rozwalone barierki, znicze i ekipę telewizyjną. Dopiero potem
przeczytałem, że to narąbany Ukrainiec zamordował (bo jazda z dwoma
promilami we krwi i jej skutek nie jest wypadkiem, a odroczonym
morderstwem) dwie nastolatki. I jak tu być tolerancyjny dla tej
nacji, która nie dość, że masakruje mnie mentalnie na co dzień w
Poznaniu podczas sytuacji zawodowych, to jeszcze pozwala się
zapamiętać głównie przez takich asów...? To jak z Polakami za
granicą – nikt tak nie zepsuje o nich opinii jak oni sami.
W stolicy Wielkopolski dziś rano ze
zdziwieniem przyuważyłem warunki, w których można już było
warunkowo kręcić. Warunkowo, bo nastawiłem się jedynie na gluta,
a to z powodu mżawki oraz ponownie silnego, wręcz masakrującego
wiatru. Mimo że do jazdy wybrałem crossa to momentami na otwartych
przestrzeniach centralnie mnie przesuwało z drogi na pobocze, a
jazda do przodu chwilami zamieniała się w żałosne próby
nieuwsteczniania się :) Jakoś udało mi się pokonać w ten sposób
połowę trasy (Poznań - Plewiska - Gołuski - Dąbrówka - Plewiska - Poznań), mając wrażenie, że śmieją się ze mnie duchy
ślimaków rozpłaszczonych tu przez przejeżdżające pojazdy i osiągając średnią, uwaga, niecałe 21 km/h. Za zakrętem w
Palędziu, gdzie w końcu wiało mi już nie centralnie w pysk, a z
boku i nawet czasem w plecy, zawziąłem się i postanowiłem dobić
choć do minimalnego minimum przyzwoitości. Udało się na styk,
choć łatwo nie było. Gdy tylko wylądowałem w domu, kilka minut
później lunęło.
No i w końcu przejechałem się w dwie strony tunelem pod torami
kolejowymi na Dębcu! Nadejszła ta wiekopomna chwila, której jak
sądziłem już nie doczekam. Zaledwie rok opóźnienia ze strony PKP
uczy człowieka cierpliwości. Ale stało się, przejazd jest, nawet
z wydzieloną częścią dla rowerów, ale o co chodzi z tymi falami
na niej – nie wiedzą pewnie najstarsi kol(ej)arze :) Przyznam, że
kursik nie był moim premierowym, bo ktregoś dnia zszedłem tam z
ciekawości na nielegalu piechotą, ale to tajemnica, więc cicho,
sza... :)
Komentarze (10)
Myślę, że trafisz bez problemu. Tylko nie pomyl wjazdów, bo to zawikłany temat :)
Oj, nie wiem. Na dole te jest przewiew, bo nie wszystko zostało zadaszone. Ale murek po lewej i prawej zapewnia względne bezpieczeństwo przed odlotem :)
Ależ ja znam tę przyjemność od dziecka :) problem w tym, że nie mam dobrego sprzętu na cięższe warunki, bo ten mój cross się rozlatuje i nie chcę go jeszcze masakrować tym białym sympatycznym, wystarczy, że dostaje ode mnie sporo kuksańców przez kręcenie w deszczu :)
Musisz spróbować jazdy w śniegu, ale takim świeżym i najlepiej w terenie, bo to naprawdę daje sporo frajdy. Mówię to, gdyż lada moment i naszą Wlkp. zasypie i będziesz śmigał po tych niebezpiecznych, "zagluconych" asfaltach nieświadomy jak pięknie może być tuż obok krawężnika :-) Jednak nie zmienia to faktu, że twardziel z Ciebie :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"