Mountain back! :)

Czwartek, 29 grudnia 2016 · Komentarze(19)
Kategoria Góry
Przez dobre pół roku nie miałem okazji pojawić się w ukochanych Sudetach, możliwość pojawiła się dopiero w teoretycznie najgorszym dla dwóch kółek okresie, czyli kalendarzowej zimie. Dobre i to, a jak się okazuje póki co nie taka ta zima zła, huhu ha, huhu ha :)

Wystartowałem późno, bo przed jedenastą, gdy zelżał już największy mróz i temperatura zbliżała się do okolic zera. Było całkiem słonecznie, ale jak to w grudniu - słońce wzwszło strasznie blade i zamiast wzmacniać walory wizualne tylko je psuło. Na początek musiałem wydostać się z centrum Jeleniej Góry, co od czasu otwarcia tu kolejnej świątyni polskości, czyli brzydkiej do wyrzygania galerii o nazwie Nowy Rynek jest drogowym koszmarem, tak samo jak poruszanie jeleniogórskimi drogami "dla" rowerów na Zabobrzu. Choć nie powiem, na odcinku w Maciejowej dzięki "falom Dunaju" na wzburzonym kostkowym szlaku na pewno poprawiłem sobie ilość zaliczonych wzniesień :)

Po pokonaniu pierwszego solidnego wzniesienia w Radomierzu i przekonaniu się ponownie, że Polak i samochód to połączenie niebezpieczne jak członek ISIS po wykładzie jakiegoś muzułamańskiego imbecyla, zatrzymałem się na chwilę i zacząłem koić nerwy.


Gdy już ukoiłem zjechałem sobie zgrabnymi ruchami kaczki (nie tej!!) starając się przyspieszyć, ale moje zombie zdecydowanie nie nadaje się do takich akcji z powodu braku odpowiednich przełożeń, do Janowic. Gdzie kojenia nastąpił ciąg dalszy, tym razem poprzez wjazd do lasu, a nawet tutejszego strumyczka.

Następnie Trzcińsko i Przełęcz Karpnicka, z przerwą na podziwianie Sokolika znad zamarzniętego stawu. Przy okazji o mało co bym nie utopił roweru, ale jak się okazało refleks mam cały czas na przyzwoitym poziomie.

Karpniki, Krogulec, Bukowiec i Mysłakowice przejechałem znanym i utartym szlakiem. Z którego ciężko się było wydostać, bo droga na Karpacz była niczym Zakopianka, a kultura kierowców porównywalna. Po kilku minutach oczekiwania na możliwość wyjechania z podporządkowanej po prostu zacząłem się wpychać, dzięki czemu utorowałem drogę sznurowi aut za sobą.

Końcówka to lekka modyfikacja standardu - dokręciłem do Miłkowa, stamtąd skręt na Sosnówkę i podjazd do Staniszowa, gdzie landszafty robiłem z już tylko z rąsi.



W Jeleniej pojawiłem się uchachany powrotem w góry jak łysy na widok sera. W sumie nie wiem czemu akurat sera, ale podzielam akurat ten kulinarny kierunek :)

Komentarze (19)

Na pewno zaniża wartości podjazdów. Zresztą tak jak napisałem - nie bazuję na Endo. Strava pokazuje przy tej trasie najniższy punkt na poziomie 327 metrów.

Z tymi politykami to proszę mnie nie obrażać :)

Trollking 18:57 czwartek, 5 stycznia 2017

Raczej jak politycy w studio. ;)

Uczyli mnie w podstawówce, a nie teraz. ;p
Jak zaniża, jak najniższą wartość masz 370, a Kotl Jelen. przecież schodzi poniżej 350. ;>

mors 00:11 czwartek, 5 stycznia 2017

Gorzej. Bo za darmo :)

Trollking 22:56 środa, 4 stycznia 2017

Jak baby na targu.

lipciu71 22:42 środa, 4 stycznia 2017

Morsie, Morsie, bronisz się zgrabnie jak Piotrowicz pytany o swoje dokonania w PRL :)

"Za moich czasów uczyli że 600". Twoje czasy są zdecydowanie teraz i w to, że jest wszystko możliwe jestem w stanie uwierzyć :) if ju noł łot aj min :)

Rozumiem, że przeanalizowałeś cały wykres z Endomondo, porównałeś z mapami, policzyłeś i stąd Twoja ZWERYFIKOWANA informacja o 500minus? Chcę Cię tylko poinformować, że Endo z natury zaniża wysokość, Strava również, a ona pokazuje spokojnie ponad 500 metrów :)

Trollking 21:10 środa, 4 stycznia 2017

300 względnej, a przecież klikaliśmy o bezwzględnej. ;pp
Ale jak chcesz względną to przecież jeszcze gorzej: 147 m różnicy między najwyższym i najniższym pkt. wycieczki. ;D;D

500 m wysokości bezwzględnej? Za moich czasów uczyli że 600, ale to nic - cały wykres jest wyraźnie zawyżony o kilkadziesiąt metrów, toteż 500+ nie zaliczyłeś. :)

mors 20:11 środa, 4 stycznia 2017

Aleś poleciał, panie Morso-Petru... ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Góra

http://pracownik.kul.pl/files/11694/public/gig4.pdf

300 czy 600? Jaka różnica? :)

Trollking 19:58 środa, 4 stycznia 2017

A i owszem, nie byłeś :) "maks. wysokość: 517 m".
Sorry Winnetou, ale klasyczna definicja pojęcia "góry" opiewa od 600 m wzwyż. ;ppp

mors 19:54 środa, 4 stycznia 2017

Rozumiem, że w Rudawach nie byłem w górach? spoko :)

Trollking 19:43 środa, 4 stycznia 2017

No że mając góry w zasięgu (lewej) ręki wolisz kotłować się po Kotlinie. ;p

mors 13:46 poniedziałek, 2 stycznia 2017

Morsie, a do czego pijesz? Bo ja już nie nadążam... :)

Trollking 22:22 niedziela, 1 stycznia 2017

Wszystko pięknie, cacy, tylko czemu Ty zawsze będąc w górach unikasz podjazdów niczym Petru lekcji historii? ;)

mors 00:52 sobota, 31 grudnia 2016

Huann - SERio? :) Najsmaczniejszy zawał świata :)

Trollking 22:04 piątek, 30 grudnia 2016

Ooo, Sokoliki, Karpniki i inne fajne takie :) Z fajnych takich to chciałbym mieć kiedyś zawał SERA :D

huann 09:18 piątek, 30 grudnia 2016

JPbike - dzięki :) średnia ujdzie, bo jak zobaczyłem górki to dostałem kopa pozytywnego, do tego w większości dziś zwykłymi drogami. A i wiatr się w końcu uspokoił... :)

Dariusz - oczywiście, że salami. Lubię jak ser przykrywa ser :)

Trollking 22:14 czwartek, 29 grudnia 2016

Ser jest super. Szczególnie gdy przykrywa salami na pizzy ;-)

lipciu71 22:05 czwartek, 29 grudnia 2016

Fajnie :) Znam to uczucie kręcenia po górach po takiej przerwie :)
Cosik tylko wysoką średnią wykręciłeś - szczyt formy ? ;)

JPbike 22:04 czwartek, 29 grudnia 2016

Masz zakaz ode mnie chodzenia do spowiedzi! To dopiero grzech! :)

Trollking 21:57 czwartek, 29 grudnia 2016

Zazdroszczę. Wiem to grzech, ale do spowiedzi nie pójdę. Anuszka mnie skuteczniej wyspowiada :)

Bitels 21:43 czwartek, 29 grudnia 2016
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa newac

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]