Mountain back! :)
Przez dobre pół roku nie miałem okazji pojawić się w ukochanych Sudetach, możliwość pojawiła się dopiero w teoretycznie najgorszym dla dwóch kółek okresie, czyli kalendarzowej zimie. Dobre i to, a jak się okazuje póki co nie taka ta zima zła, huhu ha, huhu ha :)
Wystartowałem późno, bo przed jedenastą, gdy zelżał już największy mróz i temperatura zbliżała się do okolic zera. Było całkiem słonecznie, ale jak to w grudniu - słońce wzwszło strasznie blade i zamiast wzmacniać walory wizualne tylko je psuło. Na początek musiałem wydostać się z centrum Jeleniej Góry, co od czasu otwarcia tu kolejnej świątyni polskości, czyli brzydkiej do wyrzygania galerii o nazwie Nowy Rynek jest drogowym koszmarem, tak samo jak poruszanie jeleniogórskimi drogami "dla" rowerów na Zabobrzu. Choć nie powiem, na odcinku w Maciejowej dzięki "falom Dunaju" na wzburzonym kostkowym szlaku na pewno poprawiłem sobie ilość zaliczonych wzniesień :)
Po pokonaniu pierwszego solidnego wzniesienia w Radomierzu i przekonaniu się ponownie, że Polak i samochód to połączenie niebezpieczne jak członek ISIS po wykładzie jakiegoś muzułamańskiego imbecyla, zatrzymałem się na chwilę i zacząłem koić nerwy.


Gdy już ukoiłem zjechałem sobie zgrabnymi ruchami kaczki (nie tej!!) starając się przyspieszyć, ale moje zombie zdecydowanie nie nadaje się do takich akcji z powodu braku odpowiednich przełożeń, do Janowic. Gdzie kojenia nastąpił ciąg dalszy, tym razem poprzez wjazd do lasu, a nawet tutejszego strumyczka.

Następnie Trzcińsko i Przełęcz Karpnicka, z przerwą na podziwianie Sokolika znad zamarzniętego stawu. Przy okazji o mało co bym nie utopił roweru, ale jak się okazało refleks mam cały czas na przyzwoitym poziomie.

Karpniki, Krogulec, Bukowiec i Mysłakowice przejechałem znanym i utartym szlakiem. Z którego ciężko się było wydostać, bo droga na Karpacz była niczym Zakopianka, a kultura kierowców porównywalna. Po kilku minutach oczekiwania na możliwość wyjechania z podporządkowanej po prostu zacząłem się wpychać, dzięki czemu utorowałem drogę sznurowi aut za sobą.
Końcówka to lekka modyfikacja standardu - dokręciłem do Miłkowa, stamtąd skręt na Sosnówkę i podjazd do Staniszowa, gdzie landszafty robiłem z już tylko z rąsi.



W Jeleniej pojawiłem się uchachany powrotem w góry jak łysy na widok sera. W sumie nie wiem czemu akurat sera, ale podzielam akurat ten kulinarny kierunek :)
Komentarze (19)
Na pewno zaniża wartości podjazdów. Zresztą tak jak napisałem - nie bazuję na Endo. Strava pokazuje przy tej trasie najniższy punkt na poziomie 327 metrów.
Z tymi politykami to proszę mnie nie obrażać :)
Trollking 18:57 czwartek, 5 stycznia 2017
Raczej jak politycy w studio. ;)
Uczyli mnie w podstawówce, a nie teraz. ;p
Jak zaniża, jak najniższą wartość masz 370, a Kotl Jelen. przecież schodzi poniżej 350. ;>
mors 00:11 czwartek, 5 stycznia 2017
Gorzej. Bo za darmo :)
Trollking 22:56 środa, 4 stycznia 2017
Jak baby na targu.
lipciu71 22:42 środa, 4 stycznia 2017
Morsie, Morsie, bronisz się zgrabnie jak Piotrowicz pytany o swoje dokonania w PRL :)
"Za moich czasów uczyli że 600". Twoje czasy są zdecydowanie teraz i w to, że jest wszystko możliwe jestem w stanie uwierzyć :) if ju noł łot aj min :)
Rozumiem, że przeanalizowałeś cały wykres z Endomondo, porównałeś z mapami, policzyłeś i stąd Twoja ZWERYFIKOWANA informacja o 500minus? Chcę Cię tylko poinformować, że Endo z natury zaniża wysokość, Strava również, a ona pokazuje spokojnie ponad 500 metrów :)
Trollking 21:10 środa, 4 stycznia 2017
300 względnej, a przecież klikaliśmy o bezwzględnej. ;pp
Ale jak chcesz względną to przecież jeszcze gorzej: 147 m różnicy między najwyższym i najniższym pkt. wycieczki. ;D;D
500 m wysokości bezwzględnej? Za moich czasów uczyli że 600, ale to nic - cały wykres jest wyraźnie zawyżony o kilkadziesiąt metrów, toteż 500+ nie zaliczyłeś. :)
mors 20:11 środa, 4 stycznia 2017
Aleś poleciał, panie Morso-Petru... ;)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Góra
http://pracownik.kul.pl/files/11694/public/gig4.pdf
300 czy 600? Jaka różnica? :)
Trollking 19:58 środa, 4 stycznia 2017
A i owszem, nie byłeś :) "maks. wysokość: 517 m".
Sorry Winnetou, ale klasyczna definicja pojęcia "góry" opiewa od 600 m wzwyż. ;ppp
mors 19:54 środa, 4 stycznia 2017
Rozumiem, że w Rudawach nie byłem w górach? spoko :)
Trollking 19:43 środa, 4 stycznia 2017
No że mając góry w zasięgu (lewej) ręki wolisz kotłować się po Kotlinie. ;p
mors 13:46 poniedziałek, 2 stycznia 2017
Morsie, a do czego pijesz? Bo ja już nie nadążam... :)
Trollking 22:22 niedziela, 1 stycznia 2017
Wszystko pięknie, cacy, tylko czemu Ty zawsze będąc w górach unikasz podjazdów niczym Petru lekcji historii? ;)
mors 00:52 sobota, 31 grudnia 2016
Huann - SERio? :) Najsmaczniejszy zawał świata :)
Trollking 22:04 piątek, 30 grudnia 2016
Ooo, Sokoliki, Karpniki i inne fajne takie :) Z fajnych takich to chciałbym mieć kiedyś zawał SERA :D
huann 09:18 piątek, 30 grudnia 2016
JPbike - dzięki :) średnia ujdzie, bo jak zobaczyłem górki to dostałem kopa pozytywnego, do tego w większości dziś zwykłymi drogami. A i wiatr się w końcu uspokoił... :)
Dariusz - oczywiście, że salami. Lubię jak ser przykrywa ser :)
Trollking 22:14 czwartek, 29 grudnia 2016
Ser jest super. Szczególnie gdy przykrywa salami na pizzy ;-)
lipciu71 22:05 czwartek, 29 grudnia 2016
Fajnie :) Znam to uczucie kręcenia po górach po takiej przerwie :)
Cosik tylko wysoką średnią wykręciłeś - szczyt formy ? ;)
JPbike 22:04 czwartek, 29 grudnia 2016
Masz zakaz ode mnie chodzenia do spowiedzi! To dopiero grzech! :)
Trollking 21:57 czwartek, 29 grudnia 2016
Zazdroszczę. Wiem to grzech, ale do spowiedzi nie pójdę. Anuszka mnie skuteczniej wyspowiada :)
Bitels 21:43 czwartek, 29 grudnia 2016
Trollking
Poznań
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"
| Dystans całkowity | 241342.10 km |
| Dystans w terenie
| 4.00 km (0.00%) |
| Czas w ruchu
|
365d 21h 16m |
| Suma w górę |
788209 m |
| Prędkość średnia: | 27.48 km/h |
| Baton statystyk
|
 |
| Profil | Profil bikera |
| Więcej statystyk | Statystyki rowerowe |
Wykres roczny