Tknięty

Niedziela, 25 grudnia 2016 · Komentarze(2)
Wczoraj zostałem tknięty przeczuciem. Mimo że wszystkie prognozy jak jeden mąż (lub jak kto woli: małżonka) pokazywały, że będzie lać od samego rana, położyłem się wyjątkowo jak na mnie wcześnie, czyli około północy. Ułatwiło mi to pobudkę, nagrodzoną porannym zdziwieniem - póki co nie pada!

Jako że Żonę mam tolerancyjną, a może już po prostu wiedzącą, że z głupotą uparciucha się nie wygra, dostałem zgodę na wyjazd, ale pod warunkiem, że jak tylko zacznie kropić to zawrócę. Spełniłem ów wymóg w stu procentach - zaczęło w okolicach połowy jazdy :) Początkowo pojedyncze krople powoli zamieniały się w regularny opad, ale i tak udało mi się dotrzeć do domu przed regularną ulewą, która zaczęła się chwilę po zaparkowaniu w domu i trwała już cały dzień.

Trasa: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Poznań. Mimo aury i mocnego wiatru jechało się super, bo zobaczyć puste od samochodów i korków Komorniki czy Luboń to widok bezcenny. I w ogóle ruch bliski zeru absolutnemu to coś, co chciałbym widzieć na co dzień. A że kręciłem dziś crossem, do tego ubrany jak to w grudniu, to z grubsza wyglądałem tak jak poniżej. Choć wunderbauma, wąsów i brody wyjątkowo nie zamontowałem :)

Jutro już nie mam zamiaru być ofiarą tknięcia. Chcę się wyspać. Jeśli przez to nie wsiądę na rower - życie. Raz (nie) można.

Komentarze (2)

Niewykluczone, że w sweterku była dziura :)

Trollking 19:38 poniedziałek, 26 grudnia 2016

Mikołaj powinien jechać z "zimnym łokciem". ;)

mors 23:26 niedziela, 25 grudnia 2016
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa szakr

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]