Stęskniłem się przez te kilka dni szosowej posuchy za wąskimi kółkami. Dziś już była okazja, bo rower w końcu wrócił do stanu używalności, ale za to z warunkami do jazdy już tak słodko nie było. Ruszałem lekko przed dziewiątą rano, gdy na termometrze było minus jeden, a drogi poza miastem fragmentami jak się okazało bardziej przypominały jednolitą skórkę od banana w formie asfaltowej niż nawierzchnię zdatną do użytku przez dwukołowców. W samym Poznaniu było trochę lepiej, ale... było to w Poznaniu, czyli o rozpędzeniu się można było zapomnieć. A na przykład na Starołęckiej wyjątkowo zdecydowałem się na jazdę śmieszką, bo żal mi się zrobiło wlokącego się za mną autobusu, jednak w związku z tym, że zgodnie z wieloletnią polską tradycją była ona położona po lewej stronie ulicy to przy manewrze skrętu poślizgnęło mi się tylne koło i gdyby nie moje doświadczenie byłaby gleba przed kołami miejskiego grubasa. Przypominam - zgodnie z teorią owa ścieżka jest po to, żeby poprawić moje bezpieczeństwo. Taaaaa.... :)
Pokręciłem sobie na południe przez Czapury, Wiórek, Rogalinek i Rogalin do Radzewic, gdzie zawróciłem i popędziłem swoimi śladami. Mimo "wesołych" warunków raz przykręciłem na jednej z górek do oszałamiającej prędkości 50 km/h, ale przy tej nawierzchni czułem się jakbym ślizgał się co najmniej dwukrotnie szybciej. Jechałem spokojnie i bez ciśnienia, słuchając sobie raz muzyczki, raz książki, a w końcu coś mnie naszło i włączyłem radio. A tam... Jaruś w tym samym czasie zaczął konferencję i podawanie łapy, przy jednoczesnym obracaniu kota kością ogonową. To było lepsze niż aktualnie konsumowany kryminał :)
Komentarze (4)
Akurat praw(k)o mu nie za bardzo przeszkadza zazwyczaj :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"