Po zostawieniu koła w domu zmieniłem rower i ruszyłem szosą do Mosiny, gdzie byłem już po słowie w temacie serwisu. Lekko się obawiałem czy piasta wytrzyma lubońskie atrakcje na trasie, więc jechałem bardzo ostrożnie, a że wiatr dawał mi kuksańce z boku to tym bardziej nie miałem motywacji do szybkiego kręcenia.
W sklepie pojawiłem się później niż zamierzałem, bo około drugiej, więc trzeba było szybko zakasać rękawy i zabrać za to rowerowe truchło. Było to moje pierwsze podejście do serwisowania u nowego właściciela przybytku, ale że dostał pochlebne opinie od poprzedniego to nie miałem obaw. I jak najbardziej jestem na tak! Darek, bo tak nazywa się ów człowiek, zdecydowanie zna się na rzeczy, szybko zdiagnozował problem i wymienił mi łożyska, ośkę w przednim i zamontował nowe tylne koło, już dawno czekające na mnie w tym miejscu. I co najlepsze - wziął za to duuuużo mniej niż się spodziewałem, mimo kilku problemów z moim (jak zwykle) sprzętem. A że sam jest praktykiem rowerowym to i gadało się ciekawie. Brawo, polecam!
Ruszyłem już w lekkiej szarówie, co było mało fajne, tym bardziej, że powoli z naprzeciwka tworzył się już długaśny sznurek "pezetów", którzy jak zwykle zamiast wybrać dojazd w 15 minut do centrum Poznania pociągiem zafundowali sobie komfortową godzinkę w puszkach. Po dotarciu do domu łączny dystans wyszedł mi dziś tylko lekko ponad 66,6 km, więc jest najlepiej jak tylko można :P A sprzęt działa na razie bez zarzutu, więc aktualnie jeszcze pomęczę stare koło ile się da.
Aha, żeby nie było - w "skrobaniu w pracy" chodzi o pisanie na blogu w miejscu zatrudnienia, a nie "zabijanie nienarodzonych dzieci". To tylko tak z doświadczenia dygresyjka, w celu uniknięcia sami wiemy czego :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"