Mrozu

Wtorek, 13 grudnia 2016 · Komentarze(11)
Dzionek zacząłem od pobudki o 6:45 (rano!). Cel - wykonanie badania krwi. Akurat przychodnię mam pod domem, więc po powrocie lotem nurkowym znów wylądowałem w ciepłym łóżku. Na pięć minut.

Gdy obudziłem się prawie... dwie godziny później stwierdziłem, że jakiś gnojek ukradł mi czas. Niestety pod ręką nie napatoczył się żaden winny do ukarania, w związku z czym zamiast dokonać brutalnej egzekucji zrobiłem sobie w pośpiechu kawę, a po jej wypiciu ubrałem w kilka warstw rowerowych ciuchów i ruszyłem w świat.

Tam... piękne, błękitne niebo, słaby i umiarkowany wiaterek... Tylko te minus trzy na stracie lekko zaburzyły mi idyllę letniego, sympatycznego wyjazdu. No tak, mamy grudzień. Postanowiłem pokręcić na południe, najpierw zahaczając o Luboń, do którego dostałem się z racji dębieckich korków odnalezionym dziś objazdem. Potem Wiry, Łęczyca, Puszczykowo, Mosina. Tam chwila na wstępne omówienie "spraw pomocowych" z nowym właścicielem sklepu rowerowego, bo poprzedni - Bartek - postanowił wyjechać za granicę i niestety sprzedał przybytek. 

Czasu nie miałem dużo, więc prędko ruszyłem dalej. Na szczęście już trochę się ociepliło, temperatura skakała między minus dwa a zerem, ale najważniejsze, że poznikały lodowe placki, przez które poruszałem się do tej pory jak rowerowa baletnica. Gdzieś przed Witobelem usłyszałem za sobą podwójny dźwięk klaksonu. Jak ja to lubię :) Ale... okazało się, że to było pozdrowienie, bo po chwili wyprzedziła mnie jakaś niewiasta w aucie o kolorze... eee... morskim? eee... nie wiem jakim? z włosami koloru blond, pozdrawiając mnie podniesionym w górę kciukiem. Zabijcie mnie, ale nie wiem kto to był. Może ktoś tu, coś, się przyzna? :)

W Stęszewie zakręciłem na Poznań, miało być łatwiej i by było, gdybym nie władował się między ciągnik a tiry, przez spory kawałek pełznąc z prędkością 20 km/h. W końcu udało się wyminąć zawalidrogę, ale mimo szczerych chęci niedoborów nie nadrobiłem, więc do domu jechałem na spokojnie. No i bez gleby, czego obawiałem się wybierając dziś szosę.

Komentarze (11)

Nie czuję się mocny co do analizy zagadnienia, ale coś w tym jest :)

Trollking 21:32 środa, 14 grudnia 2016

Czasami się zastanawiam, czy brak problemów z rozróżnianiem kolorów nie jest trochę pedalski. ;))

mors 13:17 środa, 14 grudnia 2016

W sumie nie wiem czy to był morski. Jako facet rozróżniam maks pięć kolorów, ale ten miał ładną nazwę, więc użyłem :)

Trollking 12:16 środa, 14 grudnia 2016

Morski kolor? Akurat byłem dziś w mieszalni farb ale nie dostałem, czegom chciał. Tak więc to nie był mój lakier. ;)

mors 23:51 wtorek, 13 grudnia 2016

Mogę napisać "szprejem", ale 50% tantiemów dla mnie za ryzyko :)

Trollking 21:48 wtorek, 13 grudnia 2016

Wyjdź z taką propozycją na ulicę, a rozważę opcję ;-)

lipciu71 21:47 wtorek, 13 grudnia 2016

Całkiem zgrabnie Tobie te paluchy przypadkowo stukają. Postuluję zmianę profesji na zawodowego pianistę :)

Trollking 21:42 wtorek, 13 grudnia 2016

Bo niewiasta mimo braku karty rowerowej, zapewne posiadała prawo jazdy i wyprzedzić potrafiła ;-)

Ja czepiać się? Przypadkowo moje paluchy stuknęły w przypadkowe litery, tworząc przypadkowe słowa, które przypadkiem odebrałeś jako czepianie. Ot taki przypadek hehe.

lipciu71 21:23 wtorek, 13 grudnia 2016

Księgowy - ja nie czy ją nie? :)

Dariusz - uff, to jedna opcja odpadła :) a się czepiasz słówek pisanych na szybko w robocie. Już właściwie użytego wyprzedzania w zdaniu o klaksonowej niewieście nie zauważasz :)

Trollking 21:10 wtorek, 13 grudnia 2016

Ja też nie byłem nią ;-)

Wyminąć? Ciekawy manewr wykonałeś hehe. Ten ciągnik mogłeś co najwyżej wyprzedzić lub ominąć ale nie WYMINĄĆ!!! Brak karty rowerowej się kłania. Nie dziękuj ;-)

lipciu71 18:34 wtorek, 13 grudnia 2016

Ją nie!

Ksiegowy 17:11 wtorek, 13 grudnia 2016
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa nages

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]