Dziś jesień miała dzień sympatyczny. W końcu to kobieta, więc trzeba takie doceniać ;) Nie mżyło. nie padało, nie mgliło, aż chciało się wyruszyć gdzieś dalej, ale niestety - robota wzywała. Wykonałem więc jedynie klasyczne pięć dych z małym nadkładem, wynikającym z konieczności odwiedzenia na chwilę lubońskiego oddziału swojego kołchozu i odebranie dość cennego sprzętu.
Wiatr w teorii miał wiać z południa. I tak było, dopóki nie zawróciłem - wtedy zmienił kierunek na zachodni. Sweet :) Pokręciłem w tę i z powrotem z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę (tam niestety objazd pomiędzy ddr-kami i zakazami jazdy rowerem. Moje zęby...), Żabinko i Żabno, gdzie na górce zawróciłem. Jechało mi się jakoś dziwnie ciężko, w domu okazało się czemu - powietrza w przednim kole było tyle, co kot (na pewno jakiś się znajdzie) napłakał. Pewnie dopompowując je przed wyjazdem coś skopałem przy wentylu i mam za swoje.
Pod sam koniec, już na Dębcu, zostałbym placuszkiem za sprawą jakieś troglobaby, która biorąc azymut na Rossmana skręciła mi przed nosem w lewo, tak, że aż musiałem wjechać na chodnik, będący jednocześnie początkiem wjazdu do sklepu, żeby nie wylądować w okolicach podwozia. Tępa dzida dostała ostro po uszach nie tylko ode mnie, ale i od kobiety, która jechała za nią. Niestety, tutaj zdarza się to coraz częściej - paniusie będące już myślami w drogerii, kupujące mentalnie jakieś podkłady lub inne... eee... lub inne rzeczy (w tej tematyce jak nigdy brakuje mi słów) to broń śmiertelna. Gorzej jest tylko przy giełdzie odzieżowej na Górczynie. Tam powinni zrobić znak: "teren przyjazny samobójcom".
Dariusz - wierzę na słowo, osobiście nie używam :)
Bitels - ostro. Ale niestety w sporej ilości przypadków się zgadza. Dlatego wzruszyła mnie owa normalna kobieta, która "wsparła" mnie trąbieniem na to głupie babsko.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"