Zaskoczenia nie było. Miało padać i padało. Po ósmej rano otworzyłem jedno oko, jedno ucho i wstałem jedną nogą, żeby zobaczyć jak wygląda sytuacja za oknem (jednym, bo zakładałem, że za drugim będzie to samo). Lotem nurkowym wróciłem pod kołdrę i tak wytrwałem do godziny dziewiątej. Wtedy, ku memu zdziwieniu, rzut już obydwu oczu dał wynik pozytywny, znaczy się - lać przestało! Szybko dokończyłem kawę, ubrałem zestaw ciuchów rowerowych spod znaku "syf' i przygotowałem crossa do jazdy.
Czasu miałem niewiele, więc z założenia nawet nie myślałem o wykonaniu zwykłego dystansu, a jedynie gluta. Na którego zresztą miałem już swój plan, zbieżny z północno-zachodnim kierunkiem wiatru. Ruszyłem spokojnie starając się nie utopić w kałużach, minąłem Górczyn, minąłem Osiedle Kopernika i pojawiłem się pod głównym punktem wycieczki, na Inea Stadionie przy Bułgarskiej. Który ma od niedawna nowego lokatora, czyli parowóz Ty51 przywieziony tu prosto z wolsztyńskiej parowozowni. Mimo mojej ambiwalencji wobec Lecha inicjatywna jest zacna, wyjątkowa jak na polskie warunki i po prostu fajna. Brawo :) Po sesji pojechałem dalej Bułgarską, skręciłem w Bukowską, dotarłem do Ławicy, wyjechałem z Poznania do Wysogotowa, z którego skręciłem na Skórzewo, Plewiska i do domu. Usyfiony za wszystkie czasy (bo znów zaczęło padać) zameldowałem się w domu i w całkiem dobrym nastroju ruszyłem do roboty. Gdzie oczywiście ów nastrój mi padł :)
Komentarze (5)
Mors - za patyną idzie złom, więc niech będzie jak widać :)
Jurek - tak, to grubas poznański, do tego z "moich" okolic :) co do podobnego wieku - Ciebie nie trzeba reanimować, wręcz przeciwnie! :)
Podobno to najcięższy towarowy parowóz wyprodukowany w Polsce w Cebielskim. Było ich ponad dwieście ! Masa takiego cacka gotowego do jazdy to 190 ton. Kruszyna ! No i mój rówieśnik. :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"