Pod koniec wczorajszego wpisu, cytując klasyka tego bloga, czyli siebie, napisałem "jaka pogoda będzie jutro nie wie właściwie nikt" (cyt. oryg.). I, cholera, się nie pomyliłem. Połowa prognoz, które ogarnąłem wczoraj przed zaśnięciem wspominała coś o sporym zachmurzeniu, druga połowa o znakomitej pogodzie. Zagadka: co mnie obudziło rano, prócz dźwięku budzika w telefonie?
Wiem, zagadka mało skomplikowana. Krople deszczu odbijające się od parapetu. Cały mój misterny plan wstania trzeci dzień pod rząd o jakiejś kosmicznej godzinie, żeby popedałować i zdążyć na jedenastą do roboty poszedł w p...różnię. Nie żebym specjalnie płakał mogąc poleniuchować jeszcze trochę, no ale tak głupio było nie kontrolować co się dzieje dalej. W końcu padać przestało, ale czasu starczyło mi tylko na skromnego gluta, którego wykonałem inaczej niż zazwyczaj, bo nie pokręciłem do Mosiny, mając na uwadze tamtejsze miny na remontowanych przejazdach kolejowych, tylko zrobiłem niepełnosprawne kółeczko z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, znów Komorniki, Plewiska i na Dębiec. Mimo że deszcz już odpuścił to kałuże były na tyle spore, iż wybrałem sobie znów na dziś crossa, co jak zwykle było strzałem w dziesiątkę. Ech, gdyby mi tak kiedyś szło w totka... :)
Gdy szedłem do roboty słońce oczywiście zaczynało pojawiać się na niebie. Gnój jeden.
W pracy jak zwykle sielsko i anielsko. Kolega na zapleczu, dorwał się w końcu po kilku godzinach ludzkich ataków do pierwszej tego dnia bułki z serkiem wiejskim. Ja rozmawiam z nawet sympatyczną panią, zresztą stałą bywalczynią, omawiając szczegóły umowy. W międzyczasie na horyzoncie pojawia się "człowiek VIP", czyli jakiś gówniarz, na moje oko "biznesmen", który dostał od tatusia środki na swoją wielką działalność, z lasencją obok. Nie minęły dwie minuty, a zaczyna się sapanie z powodu "kolejki" (w której byli sami), by w końcu, bez żadnego przepraszam...
- Jest pan tu sam? - Nie, jak widać jest jeszcze ta pani oraz kolega, który ma przerwę. - A kiedy kończy przerwę? - Nie mam pojęcia, jak wróci to z państwem porozmawia. - Co to za odpowiedź? Nie wie pan ile trwa u was przerwa? - Po pierwsze to nie kołchoz i nie reglamentujemy sobie czasu, tylko korzystamy z chwili, gdy jest spokój, po drugie nie jestem swoim kolegą i nie wiem na jakim etapie konsumpcji się znajduje. - Pan jest bezczelny, pewnie jest pan tu nowy i nie wie jak się pracuje? - Dokładnie, dopiero zaczynam przygodę z tą firmą. Jakieś pięć lat. - Ja bym tu panu tygodnia nie dał pracować i bym pana wyp...lił. - Na przyjemności trzeba sobie zasłużyć. Proszę mi się nie wcinać w rozmowę, szczególnie tak kulturalnie. Życzę miłego dnia.
Obserwowałem oczy stałej klientki, które powiększają się z rozmiaru 50 groszy do wypasionej pięciozłotówki. Nasz "samiec alfa" w pełnym oburzeniu wyszedł, samica za nim. Liczę tylko na to, iż przedstawi podobnym sobie historię swoimi ślepiami i zniechęci ziomali do wizyt u nas, bo tego typu buców codziennie jest kilku, a ten był przypadkiem, który po prostu zapamiętałem.
Polskaaaa, białoooo-czerwoooni!
Komentarze (32)
Doprecyzowując. Bo chyba nie do końca dobrze opisałem przekaz.
Ja im daję do trzech miesięcy, żeby NIE zaczęli nienawidzić ludzkości :)
Jakoś się nie udaje... W sumie to jest przerażające.
Morsie - co do Ukraińców to jedna z wielu historii, które mi się wydarzają prawie co dzień. Kończy mi się pamięć na dysku w mózgu, żeby pamiętać wszystkie :)
Widzisz, wystarczyło zmienić pracę, żeby zobaczyć hipstera. Współczuję. A wierz mi, będzie gorzej. Czekam na kolejne obserwacje.
Aż... choć nie uprzedzajmy faktów :) wspomnę jedynie to, co powtarzam wszystkim nowym pracownikom w mojej pracy - daję Wam maks trzy miesiące, żeby znienawidzić ludzkość. Jeśli tak się nie stanie - mówię do Was Matka Teresa. Ani razu mi się nie zdarzyło używać tego tytułu :)
aaaaa! mam w pracy jednak jednego hipstera! Czapki nawet w pracy nie zdejmuje!!! :O Moje oczy są zgwałcone! ;) I oby tylko na oczach się skończyło... ;p
PS. a co do "cięższych" zarzutów. Jakiś czas temu przyszli do nas właśnie "dombastańczycy", oczywiście ni w ząb po angielsku, ale coś tam dukali po pseudopolsku. Niby z uśmiechem, niby ok, ale między sobą zaczęli po swojemu wyzywać nas od najgorszych, patrząc nam prosto w oczy. Akurat mieli pecha, że jeden kolega zna rosyjski, oczywiście się do tego nie przyznając. Dopiero gdy wychodzili zacytował im ich własne słowa, dodając, że kolejna ewentualna wizyta będzie krótsza, a w sumie skończy się zanim wejdą.
Widzisz, to wydaje się mało męczące i niestereotypowe w jednym, dwóch przypadkach. Ale jak masz takiego klona w ilościach hurtowych to zaczynasz wątpić. Choć nie przeczę, zdarzają się jednostki całkiem sympatyczne i normalne.
PS. Właśnie jadę pociągiem, stacja Stare Bojanowo. Akurat wsiadła para Ukraińców, kulturalnie powiedzieli dzień dobry konduktorowi i bez krępacji do tylu przez cały skład. Ten za nimi. Oczywiście biletów brak :) Nie żeby tu akurat specjalnie różnili się od tak samo wielbionych przeze mnie rodaków :)
Jak zwykle tragizujesz ;p myślałem, że zarzuty będą dużo poważniejsze. ;>
PS. wczoraj poznałem pierwszego (!) Ukraińca w życiu i akurat był to gość pełna klasa (albo takiego dobrze udawał ;) ), nawet po polsku w miarę ogarniał, aż nie dowierzałem, że to "rusek". :O
Co do Ukraińców to na razie wypowiem się ogólnie - wyobraź sobie najgorszy sort Polaków, ale nie w rozumieniu Twojego idola politycznego :) nie zabieraj owemu sortowi dresów, skórzanych kurtek i wyślij takie coś w świat. Jak rodacy onegdaj do WB.
Potem zachowuj się jak polskie bydło na obczyźnie, czyli wstyd. Chyba nie muszę tematu rozwijać. Nie używaj języka innego niż swój, rób wiochę.
Miej najnowszego ajfona w celu żalo-lansu.
I odpowiednik tego czegoś trafia do nas. Są oczywiście wyjątki, ale to niestety mniejszość. Ukraińcy wstydzący się za rodaków mówią o tym głośno, chwała im.
Czuję się tak samo gdy wstydzę się za Polaków za granicą.
A jeśli chcesz szczegóły co do przypadków - daj znać, ponotuję na bieżąco, bo na pewnym etapie już przestałem :)
Oj, poleciałeś z tą "tożsamością". Sam dobrze wiesz jak długo nie można było pisać o przypadkach pedofilii w Kościele katolickim., a jak już mleko się rozlało to dopiero wyszło to, co było ukrywane w iście mafijny sposób przez hierarchię duchowną.
Nigdzie u mnie nie znajdziesz tekstu, że każdy ksiądz to pedofil. Bo tak nie jest. Za to z całą świadomością mogę napisać, że w tym zawodzie było na to ciche przyzwolenie. Teraz na szczęście się to zmienia, Kościół na tyle dostał (dosłownie) po tyłku, że zaczął eliminować zwyrodnialców ze swoich szeregów. Tylko czemu tak późno?
Na obcokrajowców się zgodzę. Na PeZety i wiatr w twarz też. ;) Ale z całą resztą to wybacz... Jak Twoje teksty insynuujące np. tożsamość pojęcia ksiądz i pedofil to przejaw "umiarkowania", to ja jestem Lance Armstrong. ;p
Tym Aaronem sam sobie odpowiedziałeś, choć mam nadzieję, że prześmiewczo zamieszczając :) Dodam, że Stolzman też nie proponował mi współpracy jako asystent prezydenta, a Lejba Kone nie kazał mi zakopać dokumenty z czasów bycia Bolkiem :)
Bo widzisz, prawica radykalna powtarza stereotypy bezkrytycznie. Lewica radykalna wierzy w utopię, równie bezsensownie. Cenię sobie umiarkowanych, potrafiących mieć swoje zdanie i nie ma znaczenia z której są strony, więc nie przesadzaj :)
Polaków możemy oceniać na równi, zgadzam się. Ale (nie chcąc nawet) zdanie na temat obcokrajowców wyrabiam sobie jak sądzę bardziej praktycznie niż Ty. To chciałem przekazać :)
O tak, w szczególności pisowców, duchowieństwa i reszty katolików to ja praktycznie wcale nie znam... ;p Mniej więcej tak, jak Ty nie znasz wegetarian, eselduchów i ateistów. ;)
Co nie mniej, tak to już w obiegu społecznym i medialnym leci, że jak prawak pojedzie stereotypem, to jest to zapluty karzeł, szowinista, prymityw, cham, prostak, niedouk, rasista i takie tam. A jak lewak pojedzie "swoimi" narracjami, to wynika to z jego bogatego doświadczenia życiowego, dogłębnej analizy zjawiska oraz z przenikliwości jego światłego umysłu.. Aaron Sz. nie zapraszał Cię jeszcze do współpracy? :)
Co do linka to zgubiłem się gdzieś na wysokości drugiego zdania :) a Polacy zapominający własnego języka to hit... często mam okazję obserwować takich z "juesej", to jest w ogóle hit :)
Widzisz, moje stereotypy wywodzą się z... praktyki. Co pewnie nas różni, trochę pewnie z powodu miejsc, w których pracujemy i z jakimi ludźmi mamy do czynienia, częściowo z miejscowości, w których mieszkamy, częściowo z prasy, którą czytamy.
Mam dość reprezentatywną grupę istot przez Ciebie wspomnianych codziennie przed sobą (również kręcąc rowerem, w temacie PZ) i naprawdę każde moje zdanie jest mocno przemyślane. I nawet jestem w stanie podać przykłady mojego bycia na "nie", a także (może zauważyłeś) podawać zaskakujące wyjątki od reguły. I się tego nie wstydzić :) Nawet wiatr czasem chwalę! :))
Natomiast co do języka, to rozłożył mnie na łopatki ten dziadek: https://youtu.be/V8RI49RnKKg?t=8m
Na początku myślałem, że niektóre słowa romskie brzmią identycznie jak nasze, ale po tej rom-polskiej przemowie to już nie wiadomo, czy to Rom z polskimi naleciałościami czy odwrotnie. ;] Skądinąd sam nie znoszę, gdy Polacy, którzy pobyli parę lat na Zachodzie, nie potrafią już mówić czystą polszczyzną i wtrącają - mniej lub więcej - obcych słów. Jak dla mnie skrajna żenada. Natomiast w tym przypadku po raz pierwszy widzę sytuację odwrotną (a zauważmy, że on nie mówi do Polaków - oni są w swoim gronie!), i jakkolwiek ciekawie się tego słucha, to na miejscu jego pobratymców krew by mnie zalewała. ;]
co nawet początkujący redaktor GazWyb skwitowałby, jako szowinistyczne, nacjonalistyczne, faszystowskie, rasistowskie i nietolerancyjne insynuacje. ;] Że nie wspomnę o Twoich regularnych insynuacjach i powielaniu stereotypów o: - Polakach, - Ukraińcach, - ludziach z Zachodu, - ludziach ze Wschodu, - duchowieństwie, - PiSowcach, - katolikach, - kierowcach z PZ, - wietrze w twarz ;)
Tych ostatnich chyba kojarzę. Ulica Górecka zawsze zadziwiała mnie ilością wypasionych i zmieniających się fur pod co najmniej jednym z domów (oczywiście zamieszkanym przez wspomnianych)... Może mam jakiś klan niemal pod nosem? :)
Myślę że i u nich zwyczaje się zmieniają. I moje obserwacje mogą już być lekko nieaktualne. Cyganie polscy dzielą się na klany ( szczepy) rodziny. Nawet między nimi są różnice.Są wśród nich tacy którzy zajmują się "motoryzacją" ,sutenerstwem ,żebractwem itd.Znam kilku takich którzy pracują w "hotelarstwie". Polega to na proponowanu swoim noclegu. Nie masz pojęcia w jakim oni są ruch. Jest tam pewna trwała , stała hierarchia . Swego rodzaju feudalizm. Pilnują tego !
Masz na pewno dużo racji w temacie zasad oraz tego, co ich łączy. Nie bronię owej kultury, bo ją mało znam, zresztą - kto zna? Na pewno nie zachęcają do siebie zachowaniem, bardzo głośnym, oraz klasycznym widokiem "Rumunki" żebrzącej pod sklepem, którą wieczorem odbiera gach wypasioną furą.
Jednak mi osobiście nie przeszkadzają, póki nie ingerują negatywnie w mój świat. A tego nie robią. I niech tak zostanie.
Mam pewne doświadczenia z cyganami. Kilkuletnie ! Były te dobre i byłe niestety na koniec te złe !
Byłem swego czasu kierownikiem ośrodka wypoczynkowego. Na który rok rocznie zjeżdżał "tabor" cygański.100-120 dusz. Do bójek Rom-Rom dochodziło często.Załatwiali to między sobą i po cichu.(do pierwszej krwi).Głównie szło o pieniądze i o kobiety. A jak delikwent był "oporny" to karała go większość.Największą karą dla cygana jest ostracyzm i wykluczenie a na końcu kosa !!! Według mnie solidarność cygańska nie istnieje. Jest to raczej zależność , hierarchia i poczucie że grupa cię obroni. Na koniec anegdota , prawdziwa. Mam/miałem kolegę ? starszego cygana który mieszkał w Szwecji i co roku odwiedzał mój kemping. kiedyś kiedy byli tam ci nasi cyganie. Miał wtedy nówkę sztukę volvo. Nie parkował go koło swojej przyczepy tylko u mnie na strzeżonym parkingu. Kiedy się zapytałem dlaczego nie ufa swoim pobratymcą , odpowiedział . Przecież to cyganie !
Morsie, znów starasz się jechać stereotypem, specjalnie ustawiając link na daną minutę, z jednym cytatem :) a ja z ciekawości obejrzałem całość i zauważ, że Romowie z filmu mówią lepszą polszczyzną (oczywiście bez przesady, bo kaleczą ją fragmentami koszmarnie) niż nasi kochani rodacy na ulicy. Poza tym w Polsce, w przeciwieństwie do Czech, problem cygański nie istnieje - są może jakieś marginalne właśnie w takich Kowarach, może w innych miejscowościach tego typu. I koniec.
Ja tam życzę sobie tak solidarnych Polaków jak Romowie wobec siebie.
Ale na tyle niedużo, żeby nie czuć się wyjątkowym poprzez bycie urodzonym w Polsce. Bardziej cieszę się z tego, że szczęśliwe wiatry nie zawiały mnie jeszcze bardziej na wschód świata, bo bym się pochlastał :)
Dariusz - wierzę Ci na słowo, bo w życiu nie miałem w łapie jednodolarówki. Aż takich dochodów nie posiadam :)
Mors - nie pocieszy mnie, a o przypadkach słyszałem. Zaskoczę Cię jedynie, że w Poznaniu Romowie są o dziwo mega kulturalni, choć nie powiem, żeby na ich widok nie odzywał się mimowolny odruch włożenia rąk do kieszeni :)
Słabiutko, słabiutko. W niektórych urzędach petenci przychodzą z siekierą albo i gnatem, jeśli Cię to pocieszy. ;] PS. ostatni głośny przypadek był narodowości romskiej. ;p
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"