Pozytywny Dzień Bezmózga

Niedziela, 2 października 2016 · Komentarze(5)
Niedziela w robocie to jak zwykle dzień niezapomniany. Według słów kolegi - od rana można było upijać się na trzeźwo samym oddechem wizytujących, traktujących miejsce, gdzie spędzam te osiem-dziewięć godzin dziennie jak izbę wytrzeźwień, z tym, że darmową i bardziej zadbaną (wody nie serwujemy). Natomiast gdy się pojawiłem to na start zafundowano mi gratis możliwość dogłębnej analizy psychiatrycznej pierwszego osobnika (diagnoza - bez szans na wyleczenie), a potem było tylko gorzej, w tym koleś po ewidentnie nieumiejętnie skonsumowanych dropsach, za to z kolekcją niezwykle ciekawych tików. Na koniec, gdy wychodziłem byłem zmasakrowany mentalnie i fizycznie. Aha, dodam, że nie pracuję w żadnej profesji mającej cokolwiek wspólnego z szeroko rozumianą branżą lekarską, spędzając czas bardziej banalnie, choć chyba samemu doznając urazów na psychice :)

Oczywiście w tym Dniu Bezmózga nie zabrakło sporego wkładu obcokrajowców, ale dziś przegrywali z rodakami w przedbiegach. Tym bardziej, że czekały mnie dwa miłe zaskoczenia. Jednym z nich była Azjatka, która o dziwo odezwała się do mnie po polsku ("psieplasiam pan, mam pytaniii" - brawo!), a drugim (wczoraj też był) zaczynający rozmowę od "ćssieść" uśmiechnięty, ciemnoskóry i sympatyczny człowiek, z - jak się okazało - Wenezueli. Daleko trzeba było geograficznie szukać normalności :) Ale dla Jose szacun - jako początkujący tancerz towarzyszył Miss Wenezueli, po kilku latach w Irlandii (gdzie... zagrał w filmie bollywoodzkim) wylądował w Polsce, tu rozwijając swoją karierę, a teraz zaczyna zdobywać Litwę - wszystko udokumentowane. Wszelkie wersje pozdrowień, podziękowań i hardkorowych słów w języku Mickiewicza, Macierewicza i Michnika opanowane. Dawajcie mi więcej takich, może odzyskam wiarę w ludzi! :)

Aha, jeszcze o rowerze, ups, prawie zapomniałem :) Start po ósmej rano, na zachód, stałą trasą: Dębiec - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Dębiec. Mimo solidnego wiatru udało się wywalczyć minimalne minimum szosowej przyzwoitości. Zasługa niedzieli - tak znienawidzonej przeze mnie zawodowo, a uwielbianej rowerowo.

PS. Jutro mam wolne, więc ma lać. Przypadek? :/

Komentarze (5)

Mors - nie, nie. Nie ten :) a tak w ogóle to filmik koszmarnie zmontowany :)

BAHA - w gów..., sorry, w piekl..., sorry, w korporacji :)

Trollking 20:11 wtorek, 4 października 2016

Bożesztymój....gdzie Ty pracujesz????

BAHA 05:56 poniedziałek, 3 października 2016

Czy to ten wariat?
https://www.youtube.com/watch?v=1x6oP3Tt2I8
:)

mors 23:30 niedziela, 2 października 2016

Zdecydowanie - ale im bardziej na zachód, dalej od Polski - bardziej normalne mentalnie. Im bardziej na wschód - zbliżone do przeciętnej polskiej mentalności, samej w sobie przerażającej, ale jeszcze gorszej. Brrrr :)

Trollking 22:44 niedziela, 2 października 2016

Taki kontakt z zagranicznikami jak widać to ciekawe doświadczenie.

Bitels 22:19 niedziela, 2 października 2016
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa sajaj

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]