Październik rozpoczął się mgliście. Do ósmej rano w Poznaniu wszędzie można było jeździć mlecznymi drogami, na szczęście do pracy miałem na trzynastą, więc odczekałem swoje i wyruszyłem po dziewiątej. Mgły już nie było, ale patrząc na niebo za to, że mnie nie zleje deszcz nie dałbym głowy. A jakbym dał to byłaby ona mokra. Na szczęście - zostało mi to darowane.
Wykonałem ukochaną "elkę" do Mieczewa i z powrotem, przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek oraz Rogalin. W nawet fajnym klimacie, bo jesień powoli już pokazuje swe kolorowo-liściaste oblicze, co na trasie wiodącej drogami Wielkopolskiego Parku Narodowego i Rogalińskiego Parku Krajobrazowego zawsze wygląda pięknie. Nawet wiatr dziś nie przeszkadzał za specjalnie. Choć proszę nie myśleć, że pomagał :)
Tym samym rozpocząłem kolejny miesiąc. Wrzesień zamknąłem wynikiem 1530 kilometrów, ze średnią lekko ponad 29,6 km/h, jak zwykle wykonaną na co najmniej dwóch sprzętach, choć crossem tym razem zdecydowanie mniej niż zazwyczaj. Słaby wynik prędkościowy biorę na klatę, ale jeszcze nie mogę się wykaraskać z przemęczenia spowodowanego maratonem pracowo-remontowo-weselnym, który zrobił ze mnie dorodne zombie. Oczywiście - można było odpuścić czasem rower i się wyspać. No ale jak to tak? :)
Aha, no i spowalniała mnie każda zastana Dożynka :)
Możliwe z kilku powodów :) po pierwsze - nie chce mi się bawić w bikestatsowe błędy, które nie uwzględniają sekund we wpisywaniu czasu. Więc po prostu lekko zaniżam dystans, żeby był wiarygodny, dostosowując go pod średnią (nigdy nie zawyżam, bo to słabe).
Po drugie - aktualnie mam pod samym domowym pyskiem remont, który ciągnie się od dwóch lat. Pokonanie kilometrowego kawałka w korkach i po dziurach chrzani mi średnią już na samym starcie, a gdy jeszcze dojdzie do tego kilka zatrzymań na przejazdach kolejowych to w drugiej minucie jazdy wiem, że będzie ciężko. Gdy więc ląduję już niedaleko domu, mając na liczniku nadrobione wartości (typu 30,1), a dziesięć minut później po 500 metrach stania/spaceru/czekania już 29,9 to wartość średnia wydaje mi się idealna do wpisania ;)
Dodam, że dziś miałem dokładnie taką sytuację. I znów umieszczam na równo, choć korciło wpisać 30,12 km/h :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"