Wczoraj, po raz
pierwszy w tym miesiącu, zatrzymał mnie w domu deszcz, a w sumie
solidna ulewa. I tak dzionek miałem pracujący, więc nie czekało
mnie tęskne wyglądanie za okno z nadzieją, że przejdzie, tylko
pochomikowałem sobie godzinkę przez pracą (33 km, średnia 32,4
km/h – jak zwykle informuję o tym jedynie w celach
statystycznych).
W sumie dzień przerwy
to nie tragedia, a dziś miałem jeszcze większy smaczek na jazdę.
Tym bardziej, że nie padało, był fajny chłodek, tylko – zagadka
co? - no oczywiście wiaterek irytował :) Wykonałem jedną z
zachodnich wariacji, czyli trasę z Dębca przez Plewiska, Skórzewo,
Wysogotowo, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie i znów
Plewiska do domu. Bez przygód, a nawet bez widocznych na mojej
drodze debili w czterokołowych puszkach.
A propos debili :) Mam
zaległą historyjkę z ostatniej soboty, kiedy to wracałem sobie
wieczorkiem z roboty, kręcąc radośnie na miejskim rowerku. Pod
koniec trasy, gdy wspinałem się na dość stromą ulicę Świętego
Szczepana na Dębcu, dogoniłem kolesia w pełnym „pro”
rynsztunku na mtb. I tu zaczęło się robić ciekawie, bo w
momencie, gdy zamierzałem go wyprzedzić, a on to zauważył to
nagle… zaczął zajeżdżać mi drogę! Ja w lewo, on w lewo,
próbuję z prawej, on z prawej… niemal jak na finiszu TdF :)
- Koleś, o co ci
chodzi? - ja do niego, gdy wyszedłem po sekundzie z wstępnego
szoku.
- Czy masz światła??? Czy masz światła??? - usłyszałem wyszczekane kompulsywne pytania.
- Jak widzisz nie
mam, bo jak może zauważyłeś jadę rowerem miejskim, gdzie to,
że dynamo mi nie działa okazało się już po ruszeniu i po
wypożyczeniu (oczywiście nie wypowiedziałem tego jednym haustem, bo miałem przerwy na manewrowanie kierownicą. I tu przypis – przy rowerze stojącym na stacji nie da
się zweryfikować czy lampki działają, a do tego ostatnio sam taką
usterkę zgłosiłem przez aplikację mobilną).
- Stwarzasz
zagrożenie!!!! Stwarzasz zagrożenie!!!! (Szczegół, że 99%
dotychczasowej drogi pokonałem DDR-kami, a w tym momencie na pustej
osiedlowej uliczce byliśmy sami).
- Jedyne zagrożenie
jakie tu widzę to ty… - powiedziałem i w końcu udało mi się
zmylić czujność naszego asa i go wyprzedziłem, a mając już za sobą
postanowiłem jeszcze wywnioskować o co w ogóle kaman. Ożywiona
dyskusja nie przyniosła szerszych wniosków, a błądzący gdzieś w nieokreślonej w
przestrzeni wzrok mojego interlokutora wskazywał na pewne braki w
zasobach wewnątrzmózgowych. Dowiedziałem się przez te
kilkadziesiąt sekund, że zapewne zginę, że pewnie jestem
niedzielnym rowerzystą, że nie znam przepisów. Hehe :) Gdy już
nie miałem siły i pogratulowałem mu lepszego samopoczucia z powodu
wylania swoich frustracji na kimś innym, usłyszałem coś o
konieczności zgłaszania takich rzeczy na policję. Moim ostatnim
zdaniem było:
- To zgłaszaj. Przy
okazji nie zapomnij się upomnieć o mandat dla siebie za jazdę po asfalcie, a
nie drodze pieszo-rowerowej przy Szczepana, skoroś taki przepisowy.
Riposty nie
usłyszałem (tego czy w ogóle była i czy zrozumiał moją propozycję nie wiem), więc spokojnie pomachałem na odchodne Panu Misjonarzowi, życząc
szerokiej drogi i zwróciłem pojazd na dębieckiej stacji PRM.
Koleś nieźle
podniósł mi ciśnienie na koniec męczącego dnia. Oczywiście,
abstrahując od formy konwersacji, zgadzam się, że każdy pojazd
jadący po zmroku powinien być oświetlony i przy swoich sprzętach
włączam czasem led-y nawet w dzień. Na miejskich jednak jest to
loteria, zwrot w miejscu wypożyczenia nie jest intuicyjny i prosty,
dlatego zawsze gdy zdarza mi się z nich korzystać i nie świecę
niczym choinka to karnie kręcę po DDR-kach, chyba że jak w tym
przypadku jakaś boczna ulica jest całkowicie pusta.
Ale coś mi się wydaje, że Misjonarz chyba coś innego chciał odreagować. Być wyprzedzonym przez "amatora" na miejskim czołgu, do tego jadąc pod górę, samemu kręcąc wypasionym mtb, w stroju i kasku... No słabo. Ja bym się wkurzył :)
Komentarze (18)
Mors - iii tam, żadne naziolstwo, raczej wchodzenie w tyłek stacji, w której się jest. Typowe SLD :)
Baha - my ich może nawet lubimy, problem w tym, że oni nienawidzą nas :)
"Czechy dla Czechów” i „Brońmy się, przeciwko napływowi imigrantów i ludobójstwu Europy” to lajcik? :) no no... :)
Co do Wenderlicha to tematu nie znam, choć z chęcią poznam. Coś musiałem przeoczyć. Poza tym SLD i lewica - ha ha :) Senyszyn to moja ostatnia ich (znana ogólnie, nie lokalnie) nadzieja, bo o reszcie szkoda gadać. Wyprowadzić sztandar, pójść na emerytury, może wspierać nazwiskiem pojedyncze osoby z samorządów. I nie ośmieszać rozsądnych ideałów.
Jak się kiedyś dorobię chwili czasu to Ci powysyłam klimaty "Donbas style" :)
No dobra, ale jak to (a raczej "Ty") się ma do takiej ekipy jak z linku z CZ? Przecież to są rozsądne sofciki, żadnych radykalnych haseł i przedstawień nie popełnili. Mniej więcej coś jak Ty. :)
Twierdzę, że każdy racjonalny człowiek jest z lekka nacjonalistą. I bynajmniej nie jestem w tym poglądzie odosobniony - już pomijam całą polską prawicę, ale i na lewicy "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne" nie jest rzadkością a już całkiem zaskoczył ostatnio eselduch Wenderlich (Wunderbaum, czy jak mu tam), co potwierdził moją tezę praktycznie wprost...
Historyjki o Ukraińcach poczytałbym chętnie, bo u mnie na prowincji to na razie są pojedyncze sztuki na każde miasteczko, ale w przyszłości kto wie...
Jestem przeciw zapraszaniu wszystkich zewsząd, bo pochodzą z jakiegoś rejonu. Oczywiście nie piszę o sytuacji, gdy nastąpiła weryfikacja sytuacji materialnej/zagrożenia. Na to idą moje podatki, żeby filtry działały prawidłowo i w przeciwieństwie do tego, co proponowali Niemcy nie witać każdego z otwartymi ramionami. Jeśli jest sytuacja czysta, nie ma problemu. Śmiało. Ale też z rozsądkiem.
Moje "anty" tyczy się głównie Ukraińców, którzy (oczywiście generalizuję) starają się koloryzować swój status i zagrożenie. Jakby nie mogli szukać pomocy w swoim kraju, zagrożonym agresją w dość niewielkim procencie. A to jak wykorzystują sytuacje przypomina zachowanie Polaków w momencie umożliwienia im migracji na zachód. Czyli w większości jedna wielka wiocha mentalna. Przykłady PL/UA mogę podawać na priv, bo to nie miejsce na to.
A teraz mój antynacjonalizm. Nie czuję klimatu, który mówi o jakiejś specjalnej misji/wyższości jakiegokolwiek narodu. Powiem więcej - o wiele lepiej czuję się w towarzystwie obcokrajowców (tu moje zboczenie - tylko tych zachodnich) niż Polaków. Więcej uśmiechu, zrozumienia dla świata, tolerancji, Jak dla mnie Polska to kraj piękny, tylko ludzie.... tu Piłsudskiego trzeba cytować :)
To tylko 1,5k ludu, trochę słabo. :/ Poza tym "ulica" może się budzi, ale nie polityczny mainstream, więc to raczej symboliczna akcja. Coś jak czechosłowacki ruch oporu podczas IIWŚ. ;)
Ale przede wszystkim nie kumam Twojego zgorszenia takim (soft) nacjonalizmem - akurat co do emigrantów mają zdanie bliskie Twojemu. ;>
"z lewicową przeszłością" - no sam widzisz, że Antoni zajeżdżał drogę ludziom w czasach, gdy nas nie było na świecie. Teraz zajeżdża Palikot, a Antoni jedzie przy samej prawej krawędzi. ;)))
Niesiołowski i lewica? Pfffff... To już bardziej Prezes, główny ideolog polskiego narodowego socjalizmu (narodowego, bo wiadomo, socjalizmu, bo wiadomo) :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"